Kiedy nie wsiadać na rower – kilka ważnych powodów

Autor: Martin Atanasov

W środowisku kolarzy górskich rezygnacja z przejażdżki jest często postrzegana jako coś gorszego od bólu zęba. Zdarzają się jednak sytuacje, w których jest to jedyna słuszna decyzja. Zarówno zjeżdżanie z góry, jak i zdobywanie stromych wzniesień powinny być dobrą zabawą i (jakimś cudem) zawsze sprawiać przyjemność. Podejmowanie się jazdy niezależnie od okoliczności mija się z celem – takie zachowanie graniczy z obsesją i nie jest dobre dla zdrowia.

Od czasu do czasu warto odmówić sobie przejażdżki, zwłaszcza jeśli wystąpi którykolwiek z sześciu poniższych czynników.

  1. Ból

Nie jestem jak stereotypowy ojciec, według którego każdą dolegliwość wystarczy rozchodzić. Wiem co nieco o tym, jak funkcjonuje ludzkie ciało – dlatego mam świadomość, że ból świadczy o wystąpieniu różnych nieprawidłowości. Stanowi zazwyczaj niezbyt subtelne ostrzeżenie ze strony organizmu, że dalsze postępowanie w określony sposób grozi poważną kontuzją. Wybranie się na rower mimo silnego bólu kolana nie różni się niczym od martwych ciągów w sytuacji, gdy dolna część pleców mocno daje się we znaki.

Ignorowanie problemu często prowadzi do poważnych konsekwencji, które mogą zrujnować nie tylko sezon, ale i całe życie – dlatego w pełni uzasadniona będzie rezygnacja z wycieczki w przypadku wystąpienia jakichkolwiek dolegliwości bólowych. Jazda w górach powinna być przecież przyjemnością, a nie torturą. Skupienie się na znalezieniu źródła bólu i wyleczenie go przed wyruszeniem w drogę jest znacznie lepszym pomysłem niż ryzykowanie utraty całego sezonu.

  1. Choroba
    Skoro mowa o złym samopoczuciu: trzeba unikać jazdy na rowerze, gdy jesteśmy chorzy. Przemierzanie szlaków z gorączką lub kaszlem godnym gruźlika w kategoriach heroizmu się nie mieści. Wręcz przeciwnie – takie zachowanie sprawia, że kolarz staje się potencjalnym zagrożeniem biologicznym. A przecież status broni biologicznej nie czyni z cyklisty bohatera, prawda?

Oczywiście zaczerpnięcie świeżego powietrza może być bardzo korzystne. Jednak gdy lekarze udzielają takiej rady, na końcu zawsze dodają zalecenie: „Proszę dużo odpoczywać”. Podczas choroby organizm ciężko pracuje, aby pozbyć się wirusa – przyspieszanie bicia serca do 170 uderzeń na minutę zdecydowanie nie ułatwia realizacji tego zadania. Co więcej, w przypadku wielu wirusów układ oddechowy jest nadmiernie obciążony nawet bez pokonywania wzniesienia o nachyleniu 15%.

Przede wszystkim istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że podczas jazdy z innymi wirus będzie się rozprzestrzeniał. Ciężkie oddychanie, pocenie się i śmiech w towarzystwie pozostałych kolarzy nieuchronnie spowoduje szerzenie się infekcji.

Z tego względu osoby, które nie czują się najlepiej, powinny odpuścić sobie jazdę i zadbać o szybszy powrót do zdrowia. Nie warto wsiadać na rower, rozsiewać wirusów i dodatkowo pogarszać sytuacji.

  1. Niekorzystne prognozy pogody
    Pogoda jest jednym z czynników, na które rowerzysta nie ma żadnego wpływu. Zawsze jednak można sprawdzić prognozę i odpowiednio zaplanować wycieczkę. Deszcz, śnieg i niska temperatura nie muszą prowadzić do rezygnacji z przejażdżki, ale zdarzają się trudniejsze warunki pogodowe, przy których każdy rozsądny kolarz powinien odwołać swoje plany. Czystym szaleństwem jest na przykład wychodzenie z domu podczas burzy – zarówno na rower, jak i na spacer. Co więcej, jeśli prognozowane są ulewne deszcze, gradobicie lub porywisty wiatr, pozostanie w domu jest nie tyle zalecane, co wręcz konieczne. Wyobraźcie sobie jazdę podczas huraganu – wystarczy jeden podmuch wiatru, by dosłownie zepchnąć rower z trasy.

Nie ma powodu, by tak niepotrzebnie narażać swoje zdrowie i życie. Trzeba po prostu odpuścić sobie tę konkretną przejażdżkę i poczekać na korzystniejsze warunki pogodowe.

Warto rozważyć rezygnację z przejażdżki, gdy istnieje ryzyko wystąpienia burzy z piorunami. © Profimedia
  1. Zbyt niebezpieczny szlak
    Ekstremalna pogoda często przekłada się na trudne i niebezpieczne warunki na trasie. Na przykład szlaki w Alpach stają się nieprzejezdne z powodu nagłego pogorszenia się pogody, któremu na dużych wysokościach towarzyszą opady śniegu. A połączenie śniegu i śliskiej nawierzchni to przepis na katastrofę. Ale to nie wszystko – wiele szlaków przebiega przez obszary, w których często dochodzi do osunięć. Wybieranie się tam tuż po burzy lub ulewnych deszczach nie jest najlepszym pomysłem, zwłaszcza że osunięcia mogą zdarzyć się nawet po kilku dniach. Chociaż ziemia jest wystarczająco sucha, aby po niej jeździć, pod powierzchnią przez wiele dni zachodzą procesy erozji, które mogą ostatecznie doprowadzić do wystąpienia tego śmiertelnie niebezpiecznego zjawiska.

Czy istnieje zatem jakikolwiek powód, żeby ryzykować? Zdecydowanie rozsądniej będzie poczekać po burzy parę dni – to prawdopodobnie wystarczy, by znacznie zmniejszyć ryzyko. Jeżeli czekanie nie wchodzi w rachubę, trzeba wybrać szlak z naprawdę solidnymi skałami, na którym nie występują osuwiska. Można też udać się do bike parku, gdzie trasy są utrzymywane w dobrym stanie i stale monitorowane. Jeśli w pobliżu nie ma takich miejsc, lepiej po prostu darować sobie jazdę. Utrata zdrowia i życia nie jest tego warta.

  1. Problem z rowerem
    Choć wydaje się to niedorzeczne, zaskakująco wiele osób wyrusza na szlaki na jednośladzie w naprawdę złym stanie. Nie mam pojęcia, co może skłonić kolarza do wybrania się w niebezpieczną trasę na rowerze ze sporym pęknięciem na ramie naprawionym taśmą klejącą – a nie raz widziałem takie przypadki. Jest to oczywiście ekstremalny przykład. Dość często zdarza się, że rowerzyści górscy wsiadają na sprzęt, który ma poważne usterki, takie jak zużyte klocki hamulcowe, nienaoliwiony łańcuch czy nawet przeraźliwie piszczący amortyzator.

Zgadzam się, że jest to irytujący powód do rezygnacji z jazdy – ale przecież zwyczajny zdrowy rozsądek podpowiada, że przed wyruszeniem w góry koniecznie trzeba doprowadzić swój rower do odpowiedniego stanu. To nie trwa długo. Jeśli jednak nie ma wystarczająco czasu, by to zrobić, należy po prostu odwołać plany i naprawić pojazd, żeby być w pełni gotowym na następną wycieczkę. Jazda na uszkodzonym rowerze zagraża zarówno jego użytkownikowi, jak i wszystkim pozostałym kolarzom. Dlatego warto być rozważnym i sprawdzać rower po każdej jeździe, a nie tuż przed rozpoczęciem kolejnej. Pozwoli to uzyskać wystarczająco dużo czasu na podjęcie odpowiednich działań w przypadku jakichkolwiek poważniejszych awarii ukochanego jednośladu.

  1. Jazda jak obowiązek
    Na koniec chciałbym omówić aspekt zdrowia psychicznego. Większość lekceważy tę delikatną kwestię do chwili, gdy jest już za późno. Jazda na rowerze ma zazwyczaj dobry wpływ na kondycją psychiczną, ponieważ stanowi źródło motywacji do wyjścia z domu i spotkania się z ludźmi oraz pozwala rozładować frustrację. Przejażdżki przestają być jednak efektywne, jeśli stają się uciążliwym obowiązkiem. Problem pojawia się wtedy, gdy wyruszenie na górską trasę wiąże się z dodatkowym stresem i trzeba się do tego zmuszać. Należy pamiętać, że bez wahania można odpuścić sobie jazdę, jeśli nie sprawia nam radości.

Jazda na rowerze zawsze powinna być źródłem przyjemności – dlatego nie ma nic złego w rezygnacji z wycieczki bez konkretnego powodu. Obowiązki należy wykonywać tylko w pracy i podczas zajmowania się domem. W wolnym czasie każdy powinien robić to, na co ma ochotę. Jeśli taką aktywnością nie jest kolarstwo, warto zająć się czymś innym.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl