Mamy to! Polacy dali piękną lekcję jazdy zespołowej, a Rafał Majka dzięki tytanicznej pracy zdobył brązowy medal olimpijski! – Czułem jak mi się nogi kręcą – mówił na mecie wzruszony, łamiący się głosem.

Gdyby przewrócić najpiękniejsze wyścigi świata do góry nogami i wysypać z wszystko co najlepsze, to właśnie z tych elementów można byłoby ułożyć wyścig olimpijski. Rafał Majka był niemal w euforii, tuż przed metą mina lekko mu zrzedła, ale na finiszu i tak był przeszczęśliwy, bo osiągnął wielki sukces!

– Może ktoś powie, że szkoda pierwszego miejsca, ale ja się naprawdę bardzo cieszę z brązu – podkreślał Majka.

Zagrali rywalom na nosie

Niesamowite były okoliczności, w których sięgnął po medal. Przede wszystkim piękną pracę wykonał dla niego Michał Kwiatkowski. W piłce nożnej, siatkówce, czy piłce ręcznej medale otrzymuje cała drużyna. W kolarstwie krążek jest tylko jeden, choć Polakom należały się co najmniej dwa. Majka i Kwiatkowski pokazali bowiem, co w kolarstwie znaczy praca zespołowa.

Kwiatkowski od początku męczył rywali. Wziął udział w ucieczce, kręcił ile sił w nogach i grał na nosie grupie pościgowej. Do tego wykruszył z rywalizacji kilku przeciwników, by jakieś 45 kilometrów przed metą opaść z sił. Mistrz świata z 2014 r. doskonale wiedział, że tak będzie. Znał swoją rolę w wyścigu i od początku zdawał sobie sprawę, że pracuje na chwałę Majki.

– Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Michałowi pomogłem w mistrzostwach świata, a on mi się odwdzięczył dzisiaj. To jest właśnie kadra, jedziemy wszyscy na jednego – mówił Majka przed kamerą TVP Sport.

„Przeżegnałem się i…”

Zwycięzca klasyfikacji górskiej z ostatniego Tour de France doskonale wiedział, jak skonsumować pracę kolegi z zespołu. Kilkanaście kilometrów przed końcem jechali we trzech – Polak, Włoch Vincenzo Nibali i Kolumbijczyk Sergio Henao. W pewnym momencie rywale zderzyli się i upadli na asfalt. Dramat tych kolarzy, ale wielkie szczęście Majki, czyli całe kolarstwo w pigułce!

– Proszę mi uwierzyć – jestem w szoku, że się nie wyłożyłem na tym zjeździe. Było blisko… Przed tym ostatnim zjazdem przeżegnałem się i to mi chyba dużo dało. Przede wszystkim chciałbym jednak podziękować chłopakom, bo zrobili dla mnie wielką robotę – opowiadał Majka.

Po tym wypadku Polak samotnie pomknął w stronę mety. Miał 25 sekund przewagi nad grupą pościgową, ale też wielki problem – skończyły się góry, czyli ulubiony teren Majki, a zaczęło wypłaszczenie uwielbiane przez sprinterów.

Z grupy wyrwali się Duńczyk Jakob Fuglsang i Belg Greg Van Avermaet i dopadli Polaka tuż przed metą. Majka jeszcze próbował walczyć, ale zaczęły łapać go skurcze. Ostatecznie wygrał Van Avermaet.

Karta historii

Mimo to Majka zapisał się na kartach historii polskiego kolarstwa. I to nawet nie brązowymi, a złotymi zgłoskami. Wszystko dlatego, że ostatni medal olimpijski w tej dyscyplinie Polacy zdobyli aż 28 lat temu, gdy Majki nie było jeszcze na świecie! Wówczas Polacy sięgnęli po srebro w wyścigu drużynowym.

Teraz do ich sukcesu nawiązał 27-latek z Zegartowic.

Gratulujemy!