Długo myślałam, że kolarze to tacy ludzie, którzy na rowerach jeździli od zawsze. Ścigali się jako dzieci, nigdy tak naprawdę nie przestali jeździć, a z czasem po prostu wyrobili sobie bardzo zdecydowane opinie o ciśnieniu w oponach.
Gdy jednak zaczęłam uważniej przyglądać się kobietom, z którymi faktycznie jeździłam, nie byłam już o tym tak święcie przekonana.
Większość kobiet nie dorastała na rowerze. Nie wróciły też do sportu po długiej przerwie, bo odkryły go dopiero później – często w wieku 30 lub 40 lat. Niekiedy zaczynało się to od dojazdów do pracy, czasem od zwykłej ciekawości, pożyczenia roweru od znajomej albo od uporczywej myśli, że warto spróbować jakiejś aktywności fizycznej, która nie wydaje się karą.
Nie są to wcale wyjątkowe historie. Dane dotyczące kolarstwa w Europie i Ameryce Północnej dowodzą, że kobiety częściej niż mężczyźni zaczynają jeździć dopiero w kwiecie wieku – nie jako nastolatki. W ostatnich latach jedną z najdynamiczniej rozwijających się grup nowych rowerzystów stanowią kobiety po trzydziestce. Innymi słowy, późne odkrycie roweru przestało być wyjątkiem, a w wielu społecznościach kolarskich stało się wręcz normą.
Dlaczego wiele kobiet nie zaczęło wcześniej?
Udział dziewcząt w zorganizowanym sporcie gwałtownie spada w okresie dojrzewania. Powody są dobrze znane: wczesna specjalizacja, presja wyników, ocenianie wyglądu. Dodać do tego można tę cechę środowiska sportowców, która sprawia, że większe uznanie zdobywa pewność siebie niż ciekawość. Jeśli nie byłaś szybko dobra w danej dyscyplinie (albo nie czułaś się komfortowo pod stałą obserwacją), często po prostu rezygnowałaś.
Przez długi czas kolarstwu daleko było do egalitarności. Przez lata budowało obraz technicznego, drogiego i domyślnie męskiego sportu; zwłaszcza kolarstwo szosowe opierało się na narracji cierpienia, powagi i niepisanych zasad.
Dlatego dla wielu kobiet odkrycie kolarstwa w dorosłym życiu nie jest powrotem do utraconej tożsamości sportowej, lecz raczej znalezieniem nowej formy ruchu, która wreszcie pasuje do ich ciała, rytmu życia i oczekiwań. Każda z nas może zaczynać sama, powoli, bez konieczności ogłaszania światu, że zostaje się sportsmenką. Właśnie ta prostota okazuje się dla wielu kobiet naprawdę ważna.
Dlaczego ochota na rower pojawia się później – jak na to pytanie odpowiada fizjologia?
Pokutuje dość powszechne przekonanie, że potencjał sportowy osiąga szczyt przed trzydziestką, a potem systematycznie spada. Ten pogląd wynika głównie z obserwacji dyscyplin opartych na sile i szybkości. Kolarstwo (a zwłaszcza jego odmiany wytrzymałościowe) rządzi się jednak nieco innymi prawami.
Badania dowodzą, że szczyt formy w sportach wytrzymałościowych utrzymuje się zwykle do połowy trzeciej dekady życia, a następnie spada stopniowo po czterdziestce i pięćdziesiątce. Wyraźniejsze spadki pojawiają się jeszcze później. Ten wzorzec widać w wielu dyscyplinach wytrzymałościowych, takich jak bieganie, kolarstwo albo narciarstwo biegowe. Sprinty i konkurencje torowe są silniej uzależnione od zmian związanych z wiekiem, takich jak spadek gęstości mięśni czy pojemności płuc, tymczasem wydolność tlenowa utrzymuje się zaskakująco długo.
Trwają badania nad tym, czy hormony kobiet mogą w pewnych aspektach sprzyjać utrzymaniu formy w późniejszym wieku. Choć zmiany hormonalne z biegiem lat rzeczywiście wpływają na fizjologię, związek między hormonami a szczytową formą sportową jest złożony i wciąż jeszcze nie w pełni zbadany. Coraz więcej przesłanek wskazuje jednak na to, że duże znaczenie mają także takie czynniki, jak historia treningowa, doświadczenie i adaptacje wytrzymałościowe. Może to tłumaczyć, dlaczego wiele kobiet osiąga bardzo dobre wyniki sportowe również w późniejszym wieku.
Dowody? Na wyciągnięcie ręki
Jeśli spojrzeć uważniej, od razu można zauważyć, że w elicie kolarstwa od lat widać tę prawdę bardzo wyraźnie.
W 2008 roku francuska legenda kolarstwa Jeannie Longo zajęła czwarte miejsce w olimpijskiej jeździe na czas – miała wtedy niemal 50 lat. Zwyciężyła Kristin Armstrong, która powtórzyła ten sukces jeszcze na dwóch kolejnych igrzyskach olimpijskich. Gdy w Rio w 2016 roku przecinała linię mety, do jej 43. urodzin brakowało zaledwie jednego dnia – co nie przeszkodziło jej wygrać.
Wielka szkoda, że wtedy nie uznano tamtych wyników za dowód szerszej tendencji. Kolarstwo daje kobietom szansę, by nie tylko przez długi czas konkurowały na wysokim poziomie, ale również by rozpoczynały swoją sportową karierę znacznie później niż w wielu innych dyscyplinach.
Ayesha McGowan połknęła bakcyla kolarstwa podczas codziennych dojazdów do pracy i na studia w Nowym Jorku. Nie dorastała na siodełku ani nie przeszła klasycznej ścieżki rozwoju. Z czasem awansowała jednak w kolarskiej hierarchii – w 2021 roku została pierwszą czarnoskórą zawodniczką w profesjonalnej drużynie szosowej.
Evelyn Stevens zaczęła jeździć dopiero przed trzydziestką. Kilka lat później zdobywała już mistrzostwa kraju i biła rekord świata w jeździe godzinnej – nawet po urlopie macierzyńskim.
Linda Jackson rozpoczęła swoją przygodę z kolarstwem po trzydziestce. W ciągu trzech lat stanęła na podium mistrzostw kraju, a następnie została właścicielką i menedżerką profesjonalnej ekipy kolarskiej.
Za nowszy przykład niech posłuży Kristen Faulkner, która odkryła kolarstwo dopiero po studiach, gdy mieszkała w Nowym Jorku. Po pewnym czasie zrezygnowała z pracy w korporacji, aby ścigać się zawodowo. Później zdobyła złoty medal olimpijski w wyścigu ze startu wspólnego. Jej zwycięstwo było pierwszym olimpijskim medalem amerykańskiej kolarki w tej konkurencji od czterech dekad.
Wszystkie te historie nie kończą się wnioskiem, że kto zacznie jeździć na rowerze w wieku 35 lat, skończy na podium. Pokazują coś innego, ale równie istotnego: późny start w kolarstwie nie oznacza automatycznie ograniczonego potencjału.
Ścieżka przypadkowej sportsmenki
W wielu przypadkach rower w ogóle nie jest postrzegany w kategoriach narzędzia do rywalizacji. Wiele osób nie zaczyna jeździć dlatego, że chce uprawiać sport – chodzi wyłącznie o względy praktyczne: dojazdy do pracy, odwożenie dzieci do szkoły, unikanie korków albo próba wciśnięcia odrobiny ruchu w dzień i tak już wypełniony obowiązkami. We wszystkich takich sytuacjach rower zwyczajnie ma sens. Dotyczy to także kobiet, które wcale nie postrzegają siebie jako miłośniczek sportu.
Jedno z badań przeprowadzonych wśród aktywnych zawodowo dorosłych wykazało, że co najmniej 150 minut aktywnego dojazdu tygodniowo (np. rowerem) wiązało się u kobiet ze znacząco wyższym poziomem ogólnej aktywności fizycznej o umiarkowanej i wysokiej intensywności. W praktyce oznaczało to mniej więcej dziewięć dodatkowych minut takiej aktywności dziennie w porównaniu z kobietami, które nie korzystały z aktywnych form dojazdu.
Proces przebiega naturalnie: forma pojawia się stopniowo, a wraz z nią rośnie pewność siebie. W pewnym momencie rower przestaje być jedynie praktycznym środkiem lokomocji – staje się czymś, co wybierasz nawet wtedy, gdy wcale nie musisz.
Macierzyństwo, wypalenie zawodowe i wysiłek – na własnych zasadach
Z czasem jazda na rowerze staje się nawykiem, który sam się wzmacnia. Istnieją mocne dowody na to, że regularny wysiłek aerobowy (taki jak właśnie jazda na rowerze) poprawia nastrój, zmniejsza poziom stresu i lęku oraz wzmacnia zdolność regulowania emocji. Korzyści te wynikają nie tylko z samego ruchu, lecz także z psychologicznego doświadczenia samodzielnego wyboru aktywności i konsekwentnego jej kontynuowania.
Podobne wnioski płyną z badań opartych na teorii autodeterminacji, która opisuje mechanizmy motywacji: gdy ludzie odczuwają autonomię i wewnętrzną motywację w uprawianiu sportu, są bardziej skłonni utrzymywać aktywność przez długi czas i częściej doświadczają pozytywnych efektów dla dobra swojego zdrowia psychicznego. Może to częściowo tłumaczyć, dlaczego coraz więcej kobiet po raz pierwszy startuje w wyścigach kolarskich dopiero w wieku 30–40 lat.
Przewaga późnego startu
Jeśli dopiero odkrywasz radość z jazdy na dwóch kółkach, warto pamiętać, że rozpoczęcie przygody z kolarstwem później wcale nie oznacza, że jesteś w tyle. W wielu aspektach może to być wręcz przewaga!
To większa szansa, że będziesz trenować regularnie, a nie impulsywnie; że częściej zadbasz o regenerację i rzadziej będziesz mylić cierpienie z postępem. Dzięki życiowemu doświadczeniu teraz lepiej rozumiesz swoje ciało i częściej jesteś gotowa się do niego dostosować zamiast zmuszać je do wysiłku – a właśnie takie podejście kolarstwo szczególnie nagradza.
Jest więc bardzo prawdopodobne, że odkrycie kolarstwa w wieku 30 czy 40 lat nie oznacza spóźnienia. Być może to po prostu najlepszy moment, w którym ten sport zaczyna pasować do Twojej fizjologii, priorytetów i sposobu myślenia o sobie. Rower przecież nie pyta, kiedy zaczęłaś jeździć – pyta tylko, kiedy znów na niego wsiądziesz!




