• POL

Rzeczywistość treningu kobiet: hormony, forma i to, co naprawdę mówi nauka

Autor: Megan Flottorp

Jeśli jesteś kobietą i regularnie trenujesz, prawdopodobnie zauważyłaś wyraźną zmienność formy. W jednym tygodniu możesz czuć się na rowerze wyjątkowo silna i pewna siebie, a ledwie tydzień później masz wrażenie, że ten sam wysiłek jest trudniejszy – i zupełnie nie wiadomo dlaczego. Zdarza Ci się wtedy spojrzeć na liczby i zastanawiać się, czy przypadkiem nie straciłaś formy. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że wcale niczego nie straciłaś – po prostu jesteś w innej fazie cyklu menstruacyjnego.

Przez wiele długich lat zawodniczki słyszały od trenerów dokładnie to samo, co mężczyźni: liczy się konsekwencja, stosuj progresywne zwiększanie obciążenia, regeneruj się i powtarzaj. Jeśli coś nie grało, najczęściej wygłaszana rada brzmiała krótko: weź się w garść i rób, co trzeba. O cyklu menstruacyjnym nie mówił nikt.

Historia wyjaśnia powody tej sytuacji. Przez dekady kobiety były niedostatecznie reprezentowane w badaniach z zakresu nauk o sporcie. Wahania hormonalne uznawano za zbyt zmienne, by je kontrolować, więc wiele badań prowadzono głównie na mężczyznach. W efekcie kulturę treningów, którą przejęli sportowcy wytrzymałościowi, zbudowano wokół względnie stabilnego męskiego profilu hormonalnego.

Fizjologia kobiet nie jest jednak statyczna – jest cykliczna. Ma to niebagatelne znaczenie dla wydolności, regeneracji i adaptacji treningowej.

Najważniejsze pytanie nie dotyczy tego, czy kobiety są zdolne trenować z taką samą intensywnością jak mężczyźni – już wiemy, że są. Istotniejsze jest to, w jaki sposób cykliczne zmiany hormonalne wpływają na odczuwanie treningu w ciągu miesiąca i jak zawodniczki mogą reagować na nie w sposób świadomy i przemyślany.

Zrozumieć rolę hormonów

Typowy cykl menstruacyjny dzieli się na dwie główne fazy: fazę folikularną (od miesiączki do owulacji) i fazę lutealną (od owulacji do początku kolejnej miesiączki). Fazy te definiowane są przede wszystkim przez zmiany poziomów estrogenu i progesteronu.

We wczesnej i środkowej fazie folikularnej poziom estrogenu stopniowo rośnie, zaś progesteron pozostaje niski. Po owulacji w fazie lutealnej stężenie progesteronu znacząco wzrasta, a estrogen pozostaje na umiarkowanym poziomie.

Co to oznacza w kontekście treningu? Estrogen wpływa na wrażliwość na insulinę, odpowiada za efektywniejsze magazynowanie glikogenu i działa ochronnie w razie uszkodzeń mięśni. Progesteron natomiast wiąże się z podwyższeniem temperatury ciała, zmianami w oddychaniu oraz zmianami w metabolizmie substratów energetycznych.

Badania sugerują, że w fazie lutealnej kobiety mogą w nieco większym stopniu korzystać z utleniania tłuszczów, natomiast w fazie folikularnej bardziej polegać na metabolizmie węglowodanów. Choć skala tych różnic jest indywidualna, mogą wpływać na odczuwanie wysiłku – szczególnie przy takim o wysokiej intensywności, która w dużej mierze zależy od dostępności węglowodanów.

Temperatura głęboka ciała zwykle wzrasta po owulacji o około 0,3–0,5°C. Może wydawać się to niewielką zmianą, jednak nawet subtelne różnice w termoregulacji mogą zwiększać odczuwany wysiłek (zwłaszcza w ciepłych warunkach). Niektóre badania wskazują również na nieznacznie podwyższone tętno spoczynkowe i wentylację w fazie lutealnej, co może sprawiać, że ten sam poziom obciążenia odczuwany jest jako trudniejszy.

Jeśli jesteś kobietą i regularnie trenujesz, prawdopodobnie zauważyłaś wyraźną zmienność formy. © Profimedia

Wydolność w trakcie cyklu: co pokazują badania

Teza, że kobiety automatycznie są silniejsze w jednej fazie cyklu, a słabsze w innej, jest nadmiernym uproszczeniem. Przeglądy systematycznie analizujące siłę i wydolność wytrzymałościową w różnych fazach cyklu menstruacyjnego wskazują na niejednoznaczne wyniki.

Część badań mówi, że maksymalna siła i moc mogą być nieco wyższe w późnej fazie folikularnej, gdy poziom estrogenu osiąga szczyt, a progesteron pozostaje relatywnie niski. Inne analizy nie wykazują istotnych różnic między fazami. Dane dotyczące wytrzymałości są niespójne – u niektórych zawodniczek wydolność pozostaje stabilna przez cały miesiąc.

Najbardziej powtarzalnym wnioskiem w literaturze naukowej jest zmienność. Różnice między kobietami są często większe niż różnice u tej samej kobiety między poszczególnymi fazami cyklu.

W praktyce oznacza to, że choć wahania hormonalne mogą wpływać na wydolność, nie determinują jej w sposób bezwzględny. Zawodniczka może ustanowić rekord życiowy w fazie lutealnej; może też mieć gorszy dzień w fazie folikularnej. Hormony są jednym z elementów złożonego układu, na który składają się również sen, odżywianie, stres i obciążenie treningowe.

Wygląda na to, że estrogen wykazuje działanie ochronne wobec tkanki mięśniowej i łącznej, potencjalnie ograniczając uszkodzenia wywołane wysiłkiem w określonych fazach cyklu. Pewne przesłanki sugerują, że elastyczność więzadeł może zmieniać się w trakcie cyklu – trzeba jednak dodać, że wyniki badań są niespójne i nie pozwalają na jednoznaczne wnioski dotyczące ryzyka kontuzji.

Coraz wyraźniej widać jedno: całkowite ignorowanie cyklu menstruacyjnego również nie znajduje uzasadnienia w najnowszych dowodach naukowych.

Dostępność energii i RED-S

Jednym z obszarów, w którym przeprowadzono wiele badań naukowych, jest dostępność energii.

Badania nad niską dostępnością energii (RED-S, Relative Energy Deficiency in Sport, pol. względny niedobór energii w sporcie) – czyli stanem, w którym podaż energii jest niewystarczająca w stosunku do wydatku energetycznego – dowodzą, że może zaburzać prawidłowe funkcjonowanie hormonów, pogarszać zdrowie kości i zwiększać ryzyko kontuzji u aktywnych fizycznie kobiet. Przewlekła niska dostępność energii wiąże się zwłaszcza z zaburzeniami cyklu menstruacyjnego (organizm ogranicza sygnalizację hormonalną związaną z reprodukcją, by oszczędzać energię), obniżoną gęstością mineralną i wytrzymałością kości, jak również większą częstością urazów przeciążeniowych kości. Wszystkie te skutki negatywnie wpływają zarówno na ogólny stan zdrowia, jak i na wyniki sportowe. Szczególnie narażeni są sportowcy wytrzymałościowi – zwłaszcza w tych dyscyplinach, w których podkreśla się szczupłą sylwetkę.

Sam cykl menstruacyjny może dodatkowo wpływać na zapotrzebowanie energetyczne. Część badań wskazuje, że w fazie lutealnej spoczynkowy wydatek energetyczny może nieznacznie wzrastać, podobnie jak zapotrzebowanie na węglowodany. Jeśli podaż energii nie rośnie, zawodniczki mogą odczuwać wyraźniejsze zmęczenie w dniach poprzedzających miesiączkę.

Gdy kobiety mówią, że tydzień przed okresem jest trudniejszy, przyczyna jest zazwyczaj wieloczynnikowa: zmiany hormonalne, pogorszenie jakości snu, zmieniona termoregulacja, a w niektórych przypadkach także niewielkie niedożywienie. W praktyce zwiększenie podaży węglowodanów może okazać się skuteczniejsze niż modyfikacja czasu i intensywności treningu.

Rola snu i regeneracji

Jeśli jesteś kobietą, prawdopodobnie wiesz z własnego doświadczenia, że jakość snu może się w trakcie cyklu menstruacyjnego zmieniać. Nawet przy bardzo regularnej rutynie wzrost progesteronu po owulacji wiąże się z niewielkim podniesieniem temperatury głębokiej ciała i (u części osób) z ograniczeniem fazy snu głębokiego. Nawet subtelne zmiany w rytmie snu mogą wpływać na czas reakcji, nastrój oraz zdolność do wysiłków o wysokiej intensywności.

Tu pojawia się istotna komplikacja. Spadki formy nie zawsze wynikają bezpośrednio z działania hormonów – często ich źródłem jest niedostateczna regeneracja.

Gdy zawodniczki zaczynają równolegle monitorować cykl, sen i dane treningowe, często wyłaniają się powtarzalne schematy. Nieco podwyższone tętno, ciężkie nogi i pogorszony sen w późnej fazie lutealnej mogą niezwykle utrudnić sesje interwałowe. Rozpoznanie takiego wzorca pozwala wprowadzić strategiczną elastyczność w planie treningowym – zamiast reagować frustracją albo nadmierną samokrytyką.

Indywidualne monitorowanie zamiast zaleceń ogólnych

Brak jednoznacznych i łatwych do wdrożenia wytycznych może być źródłem frustracji, ale jednocześnie daje poczucie sprawczości. Na szczęście współczesne badania nad fizjologią kobiet w sporcie coraz wyraźniej przesuwają się w stronę indywidualizacji, a nie sztywnych schematów treningowych opartych wyłącznie na fazach cyklu.

W rozbudowanych przeglądach naukowych podkreśla się, że choć na poziomie grupowym widać pewne tendencje, nie są one jednak na tyle silne, by uzasadniać uniwersalne zalecenia treningowe oparte wyłącznie na fazie cyklu.

Zamiast tego eksperci rekomendują, by zawodniczki przez kilka miesięcy systematycznie obserwowały własne reakcje organizmu. Warto odnotowywać fazę cyklu, subiektywne odczucie wysiłku, tętno, moc, nastrój i jakość snu – z czasem można zidentyfikować indywidualne wzorce. U niektórych kobiet sesje o najwyższej intensywności mogą konsekwentnie wypadać najlepiej we wczesnej fazie folikularnej. Inne zawodniczki nie będą zauważać żadnych istotnych wahań.

W stronę świadomego treningu

Przez lata od kobiet oczekiwano dopasowania się do modeli treningowych, które nie uwzględniały specyfiki ich fizjologii. Obecna zmiana w naukach o sporcie polega na dopracowywaniu najlepszych praktyk w taki sposób, aby realnie uwzględniały cechy organizmu kobiety. Monitorowanie cyklu menstruacyjnego, priorytetowe traktowanie odpowiedniego odżywiania, troska o sen oraz elastyczne, drobne korekty intensywności treningu to konkretne sposoby wykorzystania danych w praktyce.

Trening kobiety polega na pracy w zgodzie z własnym, indywidualnym rytmem. Gdy ten rytm spotyka się ze zrozumieniem (a nie ignorowaniem), forma staje się bardziej trwała, bardziej przewidywalna – i ostatecznie znacznie bardziej satysfakcjonująca.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl