Już sam start zwiastuje niezwykłe emocje, a cały wyścig ma być podsumowaniem kapitalnego sezonu. W sobotę zaczyna się Vuelta a Espana, ostatnie w tym roku zawody z cyklu Grand Tour.

Start? Wnętrze kościoła. Meta? Miejsce pielgrzymek milionów chrześcijan. Cel? Dostarczyć jak najwięcej emocji fanom kolarstwa. Choć Vuelta a Espana to najmłodszy z Grand Tourów (w sobotę zacznie się 76. edycja, podczas gdy Giro d’Italia startowało już 104, a Tour de France – 108 razy), to wcale nie oznacza, że najmniej ciekawy. Wręcz przeciwnie – Hiszpanie wiedzą, że marketingowo ich wyścig nie jest tak mocny jak np. Wielka Pętla, więc różnice próbują nadrabiać na każdym innym polu. I oby w tym roku było tak samo.

Egan Bernal wjedzie do historii?

Tegoroczna Vuelta a Espana może przejść do historii dzięki Eganowi Bernalowi. To właśnie teraz, i właśnie w Hiszpanii Kolumbijczyk chce przebić wszystkich najznakomitszych kolarzy świata. By to zrobić, musi 5 września stanąć na najwyższym stopniu podium klasyfikacji generalnej. Wygrana w Vuelta a Espana uczyni go bowiem najmłodszym zawodnikiem, który wygrał wszystkie trzy Grand Toury. Do tej pory udało się to tylko siedmiu zawodnikom, ale żaden nie miał zaledwie 24 lat jak Bernal. Dwa lata temu Kolumbijczyk zwyciężył w Tour de France, w maju wygrał Giro d’Italia, więc do skompletowania zostaje mu już tylko triumf w Vuelta a Espana.

Bernal na Vuelcie pojedzie w bardzo mocnej ekipie. Ineos Grenadiers do Hiszpanii posyłają bowiem także mistrza olimpijskiego ze startu wspólnego Richarda Carapaza, mistrza olimpijskiego w cross-country Toma Pidcocka oraz Adama Yatesa. To właśnie ci zawodnicy mają między sobą rozstrzygnąć, kto będzie liderem ekipy, a wspomagać ich będą Pavel Sivakov, Dylan van Baarle, Salvatore Puccio i Jonathan Narvaez.

Z kolei polscy kibice będą uważnie śledzili jazdę Rafała Majki w UAE Team Emirates. Ekipa już odsłoniła karty, a dżokerem ma być David de la Cruz

Zęby na zwycięstwo w swoim kraju ostrzy sobie Mikel Landa (Bahrain Victorious), a specjalnie na ściganie w Vuelcie tradycyjnie przygotowuje się cała ekipa Movistaru, na czele z 41-letnim weteranem Alejandro Valverde

Zanim jednak rozpocznie się wyścig, to już można przyznać nagrodę za najciekawszą prezentację zespołu. W tym roku wygrywa ekipa Trek Segafredo

Góry, dużo gór

Już sam start 76. Vuelta a Espana zwiastuje, że podczas wyścigu mogą dziać się rzeczy niesamowite. Pierwszy etap rozpocznie się bowiem we… wnętrzu katedry św. Marii w Burgos. Budowa tego kościoła rozpoczęła się w 1221 r., a zakończyła blisko 350 lat później. Dziś to jeden z najważniejszych zabytków Hiszpanii, znajdujący się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. I to właśnie z przedsionka tej katedry kolarze zaczną 8-kilometrową jazdę na czas.

Następnie zaplanowane są etapy płaskie i pagórkowate, ale już siódmego i dziewiątego dnia kolarze zmierzą się z górami. Najpierw pojadą 152 km z Gandii do Balcon de Alicante, a następnie 188 km z Puerto Lumbreras do Alto de Velefique. Dzięki temu już w pierwszym dniu przerwy (23 sierpnia) eksperci będą mieli sporo materiału, by spekulować, kto jest faworytem do wygranie klasyfikacji generalnej. W tej sytuacji ciekawe będzie również zachowanie zespołów, bo taktyka na kolejne etapy może być bardzo zróżnicowana. Szczególnie, że mniejsze lub większe podjazdy będą towarzyszyły zawodnikom już do niemal ostatniego dnia.

Sytuacja może się zmieniać aż do końca, ponieważ z ośmiu ostatnich etapów, aż pięć zostanie rozegranych w górach, a do tego dochodzi jeszcze finałowa jazda na czas. Meta – podobnie jak start całego wyścigu – usytuowana jest w miejscu kultu religijnego. Santiago de Compostela, miejsce spoczynku św. Jakuba, od średniowiecza jest celem pielgrzymek milionów chrześcijan z całego świata. A 5 września w stronę tego hiszpańskiego miasta skierowane będą oczy wszystkich fanów kolarstwa.

Kto w tym niezwykłym miejscu będzie cieszył się najbardziej? Ostatni z Grand Tourów czas zacząć!

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl