Wyjazd na Majorkę z prawdziwą legendą kolarstwa to nie lada gratka dla wszystkich fanów dwóch kółek, ale tylko jednemu z nich udało się zdobyć nagrodę! Przeczytaj rozmowę z Gabrielem Dobrowolskim – zwycięzcą konkursu.

Trening ze Stephenem Roche na Majorce. Brzmi dobrze! Jak było?

Było super! Cieszę się, że mogłem wziąć udział w treningach ze Stephenem. Rzadko zdarza się taka okazja, żeby na moment wyskoczyć i pojeździć w pięknych sceneriach.

Jaki jest Stephen Roche jako nauczyciel?

Stephen jest bardzo pogodny i bardzo sympatyczny, dobry nastrój był podczas wyjazdu gwarantowany! Roche to bardzo doświadczony kolarz, udziela cennych wskazówek, bo całą wiedzę, jaką się dzieli opiera na tym, czego nauczył się przez lata. Zero teorii, 100% praktycznych, przydatnych porad.

Czy obóz ze Stephenem był dla Ciebie dużym wyzwaniem?

Obóz tak na prawdę nie był dla mnie dużym wyzwaniem. Trasy były dostosowane tak aby wszyscy z obozu mogli je przejechać. Ilość przewyższeń nie była duża, a nachylenia podjazdów nie były bardzo strome. To właśnie czyni Majorkę rajem dla kolarzy, bo w takich warunkach po prostu dobrze się jeździ.

Jak to się stało, że to właśnie Tobie udało się wygrać w konkursie?

Nie wiem, być może moja trasa była najlepsza! A może to łut szczęścia?

Jaką trasę zgłosiłeś do konkursu? Czy to Twoja ulubiona trasa? 

Zgłaszając się do konkursu zgłosiłem trasę prawie 200 – kilometrową z objazdu dookoła Gran Canarii, którą zrobiłem w październiku. Dopiero później zauważyłem, że wymagana jest tegoroczna i wrzuciłem po prostu taką trasę w pobliżu Łodzi, która przejechałem w lutym na singlu, którego używam do kurierki na mieście zimą.

Jak się zaczęła Twoja przygoda z kolarstwem? 

To trudne pytanie. Właściwie od dziecka jeździłem na rowerze mniej lub więcej z nastawieniem na to drugie.

Ile czasu poświęcasz tygodniowo na treningi? 

Nie lubię słowa treningi, bo tak na prawdę to ja nie trenuję. Trenowanie to moim zdaniem czynność, która trzeba powtarzać systematycznie, ale przede wszystkim z nastawieniem na jakieś zmuszanie siebie – nie o to chodzi w czerpaniu przyjemności z jazdy, więc jeśli chodzi o jazdę np. po mieście i nabijanie kilometrów to na pewno to będzie trening z nastawieniem na wytrzymałość​, ale mało intensywny, czasami z szarpanym tempem.
Zupełnie innym tematem jest jazda w górach i to jest wspaniałe.

Czy nowe doświadczenia z Majorki wpłyną na Twój standardowy plan treningowy?

Nowe doświadczenia to jazda na tarczach w szosie. To jest dyskusyjny temat, jest wiele zalet jak i wad. To ciekawe doświadczenia.  Jazda w grupie z ludzi z którymi​ wcześniej nie jeździłem na hamulcach tarczowych, gdzie inni mają hamulce szosowe klasyczne niesie trochę niebezpieczeństw. Siła hamowania jak i modulacja jest inna, dużo łatwiej zablokować koła przy minimalnym nacisku na dźwignię. Trzeba o tym cały czas pamiętać.

Co powiedziałbyś innym, żeby zachęcić ich do udziału w kolejnych konkursach?

Powiedział bym to wszystko co powyżej i dodam jeszcze, że warto!

Dziękujemy!

Ja również dziękuję!

(źródło zdjęć: welovecycling.com)