Każdy artykuł o zimowej jeździe na rowerze zaczyna się od tego samego – od warstw ubioru. My podejdziemy do tematu inaczej i zaczniemy od informacji, która nie spodoba się większości producentów zimowej odzieży kolarskiej. Jazda w zimie to wcale nie jest kwestia sprzętu – to sprawa determinacji. Jeśli jesteś zdeterminowany, reszta to detale bez większego znaczenia. Od razu możesz przejść do konkretnych porad dotyczących ubioru na zimne dni od zawodowca – Richarda Gasperottiego.
Zimno ci? Cóż – taki mamy klimat. Zimowa jazda boli bardziej niż letnia, ale właśnie z tego powodu jest lepsza. Doświadczenie nie musi być przyjemne, by było wartościowe. Wystarczy, że jest intensywne.
Zacznę od pewnej sytuacji sprzed paru dobrych lat. Miałem wtedy dołączyć do grupowej szosowej ustawki. Temperatura oscylowała wokół zera, a szron zamieniał pobocza w trasy dla panczenistów. Dojechałem na miejsce pociągiem i dopiero na stacji zorientowałem się, że zapomniałem rękawiczek. Co teraz? Przecież nie mogłem odpuścić i ruszyliśmy w trasę. Gdy byłem już na granicy wytrzymałości i chciałem się wycofać, przyszła ulga. Jak? Organizm w końcu osiągnął temperaturę roboczą i skierował ciepło tam, gdzie było potrzebne. Dokończyłem pozostałe 80 km i zrozumiałem, że tak właśnie działa kolarstwo.
Spokojnie – nie namawiamy nikogo do jazdy w styczniu w letnim stroju. Tym niemniej wszystko zaczyna się od decyzji, by wsiąść na rower niezależnie od pogody. – Prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy wyjdziesz poza swoją strefę komfortu. O to właśnie chodzi w kolarstwie, również w zimie – podkreśla Richard Gasperotti, który poniżej dzieli się swoimi sprawdzonymi poradami na chłodne dni.
Warstwy
Oczywiście, że warstwy mają sens. Zapewniają komfort termiczny, a zarazem są korzystne dla portfela, bo kilka dobrze dobranych warstw może dać efekt zbliżony do jednej superzaawansowanej, ale bardzo drogiej kurtki. – Zamiast kupować jedną idealną i bardzo drogą kurtkę na każdą pogodę, lepiej mieć dwie tańsze: wodoodporną membranę i ocieplaną termiczną. W deszczu zakładasz membranę, na mróz – termikę, a gdy jest zimno i mokro, po prostu wkładasz obie – wyjaśnia Gasperotti.
Wybieraj większe rozmiary
To stara i sprawdzona zasada. Jeśli zimowy strój opina Cię jak osłonka salceson, na pewno nie zapewni tyle ciepła, ile by mógł. Dlaczego? Richard podaje dwa powody. – Po pierwsze, ściśnięte warstwy izolują gorzej. Po drugie, gdy między warstwami nie ma miejsca na powietrze, tracisz dodatkową warstwę izolacyjną, którą ono zapewnia.

Suchy i ciepły tyłek
W kontekście zimowej odzieży większość rowerzystów obsesyjnie skupia się na kurtkach i ocieplaczach na nogi, zapominając o równie ważnej części ciała – własnym tyłku. Wielu z nas zimą nadal jeździ w tych samych lycrowych spodenkach co latem. – Doświadczeni całoroczni kolarze wyciągają z szaf ocieplane spodnie z szelkami, które wielu uważa za najwspanialszy wynalazek zimowego kolarstwa. W MTB jest nieco łatwiej – można założyć luźniejsze zimowe spodnie terenowe na ocieplane getry, co lepiej chroni przed wodą i błotem — mówi Gasperotti.
Żeby czoło nie zamarzło
Ciepła głowa to podstawa – nie tylko dlatego, że zmarznięte czoło czy kark sprawiają, że chcesz skrócić czas jazdy, ale też dlatego, że sprzyjają przeziębieniom. Tu pojawia się ograniczenie kasków, bo bez nich oczywiście jeździć nie można. – Nie lubię czapek pod kaskiem, bo zsuwają się na oczy i często jest w nich za ciepło. Wolę opaskę, która ogrzeje czoło, uszy i kark. Żeby zmieściła się pod kaskiem, wystarczy poluzować pokrętło regulacji. A co zrobić z lodowatym wiatrem, który wpada przez otwory wentylacyjne? Krótka piłka – zaklej je taśmą izolacyjną.
Nie lekceważ też najtańszego cudu świata – komina na szyję. W ostateczności wyciągnij go z szuflady swojej córki – też się będzie nadawał.
Lodowate stopy
Szosowcy znają to aż za dobrze: schodzisz z roweru i nie masz pewności, czy stopy nadal są na miejscu i nie odpadły. Grube skarpety w ciasnych butach to przepis na katastrofę – palce zamarzną jeszcze szybciej. Cienkie letnie skarpetki też nie pomogą. Klasyczne rozwiązanie to wełniane skarpety plus ochraniacze na buty. Co prawda nie jest to ideał, ale wciąż najskuteczniejsza kombinacja.
Warstwa bazowa
Gdy zaczyna się dyskusja „wełna czy syntetyki”, emocje szybko sięgają zenitu. Ten artykuł nie rozstrzygnie wielowiekowego sporu. Zadaniem warstwy bazowej jest regulacja ciepła i odprowadzanie wilgoci.
Jedno jest pewne: bawełna odpada. Chłonie pot – wcale go nie odprowadza. W efekcie przez większość trasy będziesz jechać spocony jak mysz.
Badania pokazują, że poliester i polipropylen szybciej odprowadzają wilgoć, co ma znaczenie przy intensywnym wysiłku. Z kolei wełna merino wchłania wilgoć do wnętrza włókna, więc pozostaje sucha w dotyku i izoluje nawet na mokro.
– Ja wybieram merino i na warstwę bazową, i na skarpety. To moja osobista preferencja – dodaje Gasperotti.
Pamiętaj: liczy się nie tylko to, co masz na sobie, ale jak tego używasz. Na podjazdach rozpinaj zamek kurtki, żeby wypuścić parę. Przed zjazdem szczelnie się pozapinaj.
Rękawiczki
Mimo mojej historii wspomnianej na początku, rękawiczki to podstawa. Są niemal alchemią kolarską: różne fragmenty trasy mogą wymagać różnych modeli. – Dlatego polecam cienkie rękawiczki na start i grubszą parę zapasową w kieszeni, gdy pierwsze przemokną lub temperatura spadnie – radzi Richard. Fani komfortu mogą się zaopatrzyć w podgrzewane rękawiczki.
– A jeśli nadal marzniesz, nawet z podgrzewanym sprzętem, mam ostatnią radę – podsumowuje Gasperotti. – Nie zmuszaj się. Poczekaj na wiosnę.




