Postaram się odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Na początku pragnę tylko zaznaczyć, że mam mocny fundament, by zabrać głos w tej kwestii.

Rodzina

Po pierwsze i najważniejsze jestem ojcem czwórki dzieci. Przez ostatnie dwa lata – szkolnych kwarantann i zdalnego nauczania – była to najbardziej wymagająca do pogodzenia zmienna. W standardowym trybie nauczania to, że dzieci kończą szkołę w różnych godzinach i zaczynają zajęcia dodatkowe o różnych porach dnia, także wymaga nie lada organizacji i logistyki.

Praca

Choć nie pracuję na etacie, mam bardzo dużo zajęć. Prowadzę działalność gospodarczą oraz kieruję akademią kolarską dla dzieci i dorosłych. Jestem również mocno zaangażowany w funkcjonowanie lokalnego samorządu jako radny powiatu wrocławskiego. Obowiązków o różnych porach dnia w różnych miejscach w kraju mam więc sporo.

Sport

Mojego sportu w sporcie jest coraz mniej. Ale wreszcie jestem na tym samym poziomie, na którym są moi czytelnicy. Mam na myśli właśnie zakres obowiązków, które trzeba pogodzić, by wpleść w plan tygodniowy, choć kilka krótkich aktywności. Sport nie jest priorytetem, bo nie zajmuję się tym już profesjonalnie.

Czy można połączyć rodzicielstwo, pracę i sport?
Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie.

Z mojego doświadczenia wynika, że przy dobrej organizacji całego tygodnia, wsparciu najbliższej rodziny i ogromnym zaangażowaniu można spełniać się sportowo mimo licznej rodziny i absorbującej pracy. Bardzo dużo zależy od nas samych, a obecna technologia daje nam spore możliwości treningowe – trening można przecież zrobić w domu lub jego najbliższym otoczeniu. Trudno odnieść się do wszystkich sportów świata, bo na przykład osoby lubiące biegać i robiące to cały rok tak naprawdę nie muszą wiele zmieniać w swoim życiu, ponieważ godzinny trening, czyli wartościowa jednostka treningowa, nie wymaga światła dziennego i dobrej pogody. To samo można powiedzieć o pływaniu czy grach sportowych, w których często liczy się intensywność lub technika, a rzadziej objętość. Nieco inaczej sprawa ma się z miłośnikami dwóch kółek. Osoby startujące w wyścigach kolarskich mają nieco inne spektrum potrzeb, a że ŠKODA kocha rowery i ten blog poświęcony jest rowerzystom, to na tej grupie się dzisiaj skupmy.

Zimowy trening stricte kolarski jest trudny do realizacji, skomplikowany i wymaga dużego nakładu czasu, gdyż nie liczymy tylko objętości samego treningu. Powinniśmy do tego dodać czas spędzony przy sprzęcie, który w zimie wymaga bardzo dużo dodatkowej uwagi. Krótki dzień, ciężkie warunki pogodowe i zimno nie zachęcają do nocnej jazdy na rowerze, choć absolutnie jej nie wykluczają, bo jak doskonale wiemy, dla chcącego nic trudnego. Dlatego polecam i sam korzystam z treningu bazującego na jak najbardziej zróżnicowanych i ogólnorozwojowych zajęciach. Taka opcja daje nam możliwość wykorzystania całego dnia, bo sporo aktywności można realizować po ciemku. Oczywiście nie bez znaczenia są infrastruktura i grupa wsparcia. Chodzi o to, by mieć grono osób, które wzajemnie się motywują, umawiają na treningi, a niejednokrotnie wynajmują halę sportową, siłownię czy basen. Motywujący jest też trener personalny, który rozpisuje treningi, a więc dba o to, abyśmy mieli do czego dążyć, czyli w tym wypadku do zrealizowania planu treningowego. Zapalona zielona lampka sygnalizująca wykonany trening jest również bardzo motywująca. Warto też zauważyć, że większość aktywności w zakresie treningu ogólnorozwojowego to jednostki o długości do dwóch godzin.

Dla potwierdzenia mojej tezy, że różnorodność i mała objętość są do pogodzenia z krótkim czasem jednostki treningowej, pokaże Wam, jak w praktyce wygląda mój tydzień treningowy w okresie od listopada do mniej więcej końca marca. Tutaj liczy się maksymalna regularność, i to udaje się osiągnąć. Nawet gdy jeden czy dwa dni w tygodniu wypadną, wciąż jest to całkiem solidna porcja aktywności.

Poniedziałek: morsowanie, czas brutto z dojazdem: około 30 min; o 21:00 godzina zajęć z jogi w miejscu zamieszkania

Wtorek: hala sportowa – trening ogólnorozwojowy + gry sportowe; 90-minutowe zajęcia z członkami klubu kolarskiego ŚSBA, w miejscu zamieszkania

Środa: marszobieg wieczorem, czasem nawet ruszam około 20:00, ale preferuję okolice 17:00, choć nie zawsze się udaje, 90–120 min

Czwartek: siłownia lub hala w systemie podobnym jak we wtorek, 90 min, w miejscu zamieszkania

Piątek: joga, 60 min, w miejscu zamieszkania

Sobota: długa aktywność do 3,5 godziny, marsz po górach, marszobieg, biegówki, rower MTB lub CX

Niedziela: bliżej domu, ale również dłuższa aktywność; rower MTB lub CX, a przy braku pogody marszobieg.

Najważniejsze jest zgranie rodziców, tak aby nawzajem uzupełnić swoje potrzeby wolnej chwili. Wbrew pozorom zima może być naprawdę przepracowana z sensem, bo właśnie zróżnicowany i ogólnorozwojowy trening da nam najwięcej w kontekście ogólnego zdrowia. Pisałem o tym wielokrotnie, że sama jazda na rowerze nie rozwija całego naszego organizmu, a wręcz wykonywanie godzinami tych samych ruchów trochę nas sportowo upośledza.

Gdy trenują dorośli, mogą też dzieci!

Sprawa wydawałby się idealna i w sumie już tak się dzieje, że przy okazji treningów zorganizowanych dla dorosłych jest kolejny trener lub animator, który zagospodarowuje sportowo dzieciaki. Wydaje mi się to świetnym rozwiązaniem i na pewno w tym kierunku pójdzie większość grup zrzeszających amatorów sportu. W końcu mocno wymagające i dyskusyjne jest chodzenia na basen na 7:00 rano, czyli przed szkołą naszych dzieciaków, albo bieganie około 21:00 czy nawet później. W sporcie amatorskim trening powinien być przede wszystkim przyjemnością. Zabieranie na wspólne zajęcia naszych pociech od małego wyrobi w nich nawyk obcowania ze sportem. Największymi i pierwszymi autorytetami naszych dzieci jesteśmy my, rodzice, więc najłatwiej i najszybciej będzie nam przekonać maluchy do sportu, gdy będą widziały, że jest obecny w naszym życiu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy chce być zrzeszony w jakimś klubie, który kompleksowo dba sportowo o całą rodzinę, wówczas po prostu wymagane jest innego rodzaju poświęcenie i planowanie. Warto szukać każdej minuty w życiu rodzinnym, w którą można wcisnąć pasję do sportu.

Wymaga to sporo poświęcenia, ale na poziomie średnim amatorskim jest możliwe. Ważne, by się nie zagalopować w chęci osiągnięcia sukcesu ponad siły, bo wtedy szybko następuje wypalenie, a niechęć do sportu może być długotrwała i bolesna. Wiem, że to może być dla wielu trudne do zaakceptowania, bo przecież teraz w social mediach panuje moda na to, kto da więcej, kto pojedzie dalej albo wejdzie wyżej.

Planowanie, samodyscyplina i mierzenie sił na zamiary oraz konsensus. Jeśli uda się to wszystko jakkolwiek połączyć, to spokojnie dacie radę.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl