Primoż Roglić dał popis w górach i znów jedzie w czerwonej koszulce lidera Vuelta a Espana. Jeśli rywale myślą jeszcze o jego detronizacji, to mają na to zaledwie trzy etapy.

Długo rozgrywali taktyczne szachy, aż w końcu do ofensywy wszedł Roglić (Jumbo – Visma) i wykonał kilka kapitalnych ruchów. Powiedział już „szach”, czy powie też „mat”?

Słoweniec dobrze rozpoczął tegoroczną Vueltę. Po pierwszych dziewięciu etapach, sześć razy był na czele klasyfikacji generalnej, ale później oddał prowadzenie w ręce Odda Christiana Eikinga (Intermarche-Wanty-Gobert Materiaux). Duńczyk długo cieszył się czerwoną koszulką, ale było niemal pewne, że do końca jej nie dowiezie.

Atak Roglicia

Nieuniknione wydarzyło się w środę, na kolejnym górskim etapie. Co prawda jako pierwszy zaatakował Egan Bernal (Ineos Grenadiers), ale zaraz doskoczył do niego Roglić. Obaj dawali sobie zmiany na prowadzeniu i mknęli w stronę mety w strugach padającego deszczu. Tym razem jednak doświadczenie wygrało z młodzieżową fantazją i Kolumbijczyk osiem kilometrów przed metą powiedział: „dość”.

– Myślałem tylko o tym, by jechać za Bernalem. Pokazaliśmy kawał dobrego ścigania, zgodnie pracowaliśmy. Na finałowej wspinaczce jechałem ile sił. Egan nie wytrzymał, więc do mety pomknąłem już sam – opowiadał na mecie Roglić.

Końcówkę pojechał na tyle mocno, że w klasyfikacji generalnej uzyskał ponad dwie minuty przewagi nad Enricem Masem (Movistar) i ponad trzy nad Angelem Lopezem (Movistar) oraz Jackem Haigem (Bahrain Victorious).

– To był mój najlepszy dzień na Vuelcie i dzięki temu mam niezłą przewagę w klasyfikacji generalnej, ale ta nigdy nie jest wystarczająco duża. Musimy zachować czujność, jednak z obecnej sytuacji jestem zadowolony. Zobaczymy, jak będzie wyglądał królewski etap – zastanawiał się Roglić.

Superman pierwszy na mecie

Czwartkowe ściganie nie przyniosło większych przetasowań w klasyfikacji generalnej, choć etap wygrał Lopez i tym samym nadrobił do Roglicia 18 sekund. Przy bardzo kapryśnej pogodzie Słoweniec nie decydował się jednak na szarżę, tylko pilnował rywali, którzy ostrzyli sobie zęby na jego czerwoną koszulkę. Ostatecznie zajął drugie miejsce, właśnie za Lopezem.

– Superman wygrywa ten niesłychanie trudny etap – zachwycali się komentatorzy zwycięstwem Lopeza.

Podczas 18. etapu pokazał się również Rafał Majka, który wziął udział w ucieczce i na pierwszej górskiej premii zameldował się jako trzeci. Później już jednak odpuścił i stało się jasne, że nie będzie liczył się w walce o koszulkę w grochy. Obecnie w klasyfikacji górskiej zajmuje piąte miejsce, ale rywalizacja tam jeszcze nie jest rozstrzygnięta. Prowadzi Michael Stoer (Team DSM), który ma pięć punktów więcej od Romaina Bardeta (Team DSM) i 11 więcej od Roglicia.

Dużo bardziej klarowna sytuacja jest w klasyfikacji punktowej, gdzie prowadzący Fabio Jakobsen (Deceuninck – Quick – Step) ma prawie 100 punktów więcej do Roglicia. Z kolei w klasyfikacji młodzieżowej pewnie prowadzi Bernal.

Ostatnie trzy etapy

Dziś większych sensacji nie należy się spodziewać, ponieważ zawodników czeka lekko pagórkowaty etap z Tapia de Casariego do Monforte de Lemos. Znacznie ciekawiej powinno być w sobotę, gdy Vuelta będzie żegnała się z górami ponad 200-kilometrowym etapem z Sanxenxo do Mos. Tu też rywale będą prawdopodobnie mieli ostatnią szansę na zdetronizowanie Roglicia, ponieważ podczas ostatniego etapu – „czasówki” z Padrón do Santiago de Compostela – Słoweniec znów powinien pokazać moc.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl