Prawie każda stolica Europy zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno wprowadzić w życie kopenhaskie standardy środowiska przyjaznego rowerzystom. Gdy ogół mieszkańców coraz bardziej lubi jazdę na rowerze, miasta zazwyczaj nie nadążają w tej kwestii, jeśli chodzi o organizację przestrzeni. Jednym z powodów jest fakt, że budowanie rzeczywistej infrastruktury wymaga planowania i zasobów, a drugim są chęci urzędników miejskich lub ich brak.

Berlin dał się już poznać jako postępowa i przyjazna dla mieszkańców stolica, ale zawsze jest miejsce na poprawę. Tętniąca życiem mekka artystów – młodych, otwartych, często imigrantów – odnotowała znaczny wzrost korzystania z rowerów jako powszechnego środka transportu. Wielu młodych ludzi nie ma nawet samochodu i albo polega na zatłoczonym systemie transportu publicznego, albo zainwestuje pieniądze (które inaczej wydaliby na samochód) w smartfon, za pomocą którego w razie potrzeby mogą znaleźć samochód do wypożyczenia.

Pierwsze nowe „Cycle Law” w Niemczech powinno sprawić, że życie w mieście stanie się bardziej aktywne i bardziej ekologiczne. Po latach stagnacji związanej z istnieniem muru berlińskiego stolica zyskuje 40 tys. nowych mieszkańców rocznie. Ta zauważalna zmiana spowodowała zagęszczenie ruchu i, niestety, wzrost odsetka ofiar wypadków rowerowych o 40% w porównaniu z ubiegłym rokiem. „Cycle Law” zapowiada inwestowanie 50 milionów euro rocznie w poprawę stanu nierównych ścieżek rowerowych i innych obiektów. Propozycje obejmują poszerzenie kluczowych tras do dwumetrowych ścieżek, oddzielonych od samochodów i pieszych, nowe oznaczenia dróg i sekwencji świetlnych, które priorytetowo traktują rowerzystów, 100 tys. nowych miejsc parkingowych dla rowerów. Ponadto dodanie 100 km „autostrady rowerowej”, aby umożliwić rowerzystom z zewnętrznych dzielnic dotarcie do miasta w taki sposób, by uniknęli ruchu i skrzyżowań. W ramach tego przekształcenia drogi samochodowe i miejsca parkingowe będą musiały zniknąć.

Grupa turystów na wynajętych rowerach przed Neue Wache w Berlinie.

 

Zmiany te nie zostały przyjęte z dnia na dzień, ale są wynikiem działań lobby rowerowego w Berlinie, które przekazało urzędnikom ponad 100 tys. podpisów pod petycją wzywającą do referendum w sprawie polityki w zakresie mobilności. Głównym celem było to uświadomienie, że rowerzyści stanowią 15% ruchu w mieście, a przydzielono im tylko 3% procent powierzchni ulicy. Choć nie każda partia polityczna w Berlinie była zadowolona z takiego obrotu spraw, zainteresowanie mieszkańców wyraźnie pokazało, że zapotrzebowanie na tego typu zmiany rzeczywiście istnieje.

W ciągu najbliższych czterech lat, inwestując około 200 milionów euro, Berlin chce zwiększyć liczbę osób dojeżdżających rowerem do pracy z 15% do 30%. To kolejny inspirujący wzór.