W kolarstwie jak w życiu – dobrze mieć swojego anioła stróża. A nad liderem Tour de France Christopherem Froome’em niebiosa czuwają, bo na każdym kroku może liczyć na Michała Kwiatkowskiego. Polak w tegorocznej Wielkiej Pętli jest jak najlepsza kolarska polisa ubezpieczeniowa.

(źródło: www.teamsky.com)

Dawno temu skończyły się czasy, gdy kolarz wskakiwał na rower, zaciskał zęby, kręcił, ile sił w nogach, a na metę z podniesionymi rękami wjeżdżali najmocniejsi. Nie, dzisiejszym wyścigom zdecydowanie bliżej do partii szachów.

Kolarstwo to wielka taktyczna rozgrywka, w której ważny jest lider, ale także optymalne zestawienie zespołu, czyli jego pomocnicy. A z tegorocznego Tour de France wynika, że układanie drużyny warto zacząć od Michała Kwiatkowskiego.

Basista w zespole

Polacy w tegorocznej Wielkiej Pętli mają pod górkę. Rafał Majka mocno się poobijał i musiał się wycofać z wyścigu. Maciej Bodnar niby błysnął, ale sam przyznał, że i tak jest zawiedziony, bo rywale wyprzedzili go 250 metrów przed metą.

Gdy spojrzy się na klasyfikację generalną, to szczęśliwy nie może być też Kwiatkowski, który zajmuje dopiero 62. miejsce. Jednak w jego przypadku ta pozycja jest złudna i ma drugorzędne znaczenie. „Kwiato” jest bowiem jak basista w zespole muzycznym – rzadko kiedy to do niego wzdychają fani, rozdaje zdecydowanie mniej autografów od wokalisty, ale bez niego rytm każdej piosenki rozsypałby się jak domek z kart.

„Kwiato” krzyczał: Pękło, pękło! Dawaj, wszystko do końca

Kwiatkowski na Tour de France ma różne zadania, a wygrywanie etapów znajduje się na samym końcu listy. Ma męczyć współzawodników, ma chronić Froome’a, ma przewidywać ruchy jego rywali. Pewnie w głębi duszy Polak sam chciałby być na świeczniku, ale wspieranie takiego zawodnika jak Brytyjczyk to też ogromne wyróżnienie.

Szczególnie gdy Froome chwali „Kwiato” takimi słowami:

Kwiatkowski był niesamowity. Nie tylko dziś. Przez cały wyścig robi wszystko, o co poprosimy, a nawet więcej. Dziś, na ostatnich metrach, krzyczał do mnie przez radio: „Pękło, pękło! Dawaj, wszystko do końca!”. To było niesamowite – zdradzał kulisy 14. etapu Froome. Etapu dla niego bardzo ważnego, bo właśnie wtedy odebrał od Fabio Aru żółtą koszulkę lidera.

Być może Froome straciłby ją już nazajutrz, gdyby znowu nie Kwiatkowski.

Mechanik, czyli współtwórca sukcesu

Tym razem Polak jednak nie był „zwierzakiem” (tak kiedyś nazwał go Froome) ani „walczakiem”, a stał się… mechanikiem. Tak, Kwiatkowski w niedzielę idealnie wypełnił rolę anioła stróża.

„Czemu Froome robi takie luki i puszcza koło? O, coś mi się wydaje, że ma problem ze sprzętem. Hamuje, podnosi rękę…” – relacjonowali komentatorzy Eurosportu, a za moment kamery pokazały jak Kwiatkowski… wymienia koło Froome’owi. Polak nie dość, że uwinął się z tym jak najlepszy mechanik, to jeszcze dał Brytyjczykowi swoje koło, a sam poczekał na samochód serwisowy.

Dzięki temu Froome wpadł na metę z takim samym czasem jak Aru, a to oznacza, że utrzymał nad Włochem przewagę w klasyfikacji generalnej, która wynosi 18 sekund.

Kwiatkowski na mecie był dopiero 169., ale po raz kolejny mógł się czuć współtwórcą sukcesu. I nie działa już anonimowo, bo jego wsparcie coraz częściej zauważają najwięksi kolarze Tour de France.

Ostatnia pełna regeneracja

Dziś dzień przerwy, czyli ostatnia szansa na pełną regenerację. Później zawodnicy będą już jechali dzień w dzień i tak aż do niedzielnego finału na Polach Elizejskich.

Bardzo ważne będą dwa najbliższe etapy. Wtorkowy z Le Puy-en-Velay do Romans-sur-Isère (165 km) oraz środowy z La Mure do Serre Chevalier (183 km).

Klasyfikacja generalna

  1. Christopher Fromme
  2. Fabio Aru
  3. Romain Bardet

  1. Michał Kwiatkowski
  2. Paweł Poljański
  3. Maciej Bodnar

Klasyfikacja sprinterów (zielona koszulka sponsorowana przez ŠKODĘ):

  1. Marcel Kittel
  2. Michael Matthews
  3. André Greipel

 

(źródło zdjęć: www.letour.fr © ASO/Pauline BALLET)