Trwa lekko zwariowana Vuelta a España. W wyścigu nie ma już większości Polaków, a gdyby sędziowie sztywno trzymali się zasad, to musieliby zdyskwalifikować… ponad połowę zawodników!

Podziel się:

Hiszpański tour co sezon ma niewdzięczne zadanie, a w tym roku jest ono jeszcze trudniejsze. Vuelta a España to ostatni wielki tour w sezonie, więc część zawodników
i kibiców może czuć już lekki przesyt wielkim ściganiem. To tak jakby po pysznych lodach, szarlotce i tiramisu kusić gości tłuściutkim hiszpańskim churros z czekoladą.

W tym roku środowisko pysznym deserem porwać jeszcze trudniej, bo dopiero zakończyły się emocje związane z igrzyskami olimpijskimi. Vuelta jednak nie zawodzi
i sprawia, że trudno się przy niej nudzić, choć dla polskich kolarzy nie jest zbyt łaskawa.

Łzy w oczach

Michał Kwiatkowski był niespodziewanym liderem po drugim etapie i dumnie prezentował się na podium w czerwonej koszulce lidera. „Jestem ogromnie wdzięczny całemu mojemu zespołowi. Chłopaki, z całego serca dziękuję” – napisał na Facebooku.

Pięć dni później nastrój Polaka był już zupełnie inny. „Ze łzami w oczach wsiadałem dziś na rower, a z drugiej strony cieszyłem się, że rano samodzielnie się ubrałem i mogłem chodzić! Dziękuję Kochani za olbrzymie wsparcie” – napisał Kwiatkowski po tym, jak musiał wycofać się z siódmego etapu z powodu bólu pleców.

Leki zamiast kawy

Później jego los podzielił Bartosz Huzarski, który uczestniczył w kraksie i został odwieziony do szpitala z podejrzeniem złamania obojczyka. Niestety, ta diagnoza potwierdziła się i Polaka czeka długa przerwa.

„Nie tak wyobrażałem sobie mój koniec na tej imprezie. […] zamiast porannej i popołudniowej kawy pewnie leki przeciwbólowe, to samo w zastępstwie obiadu. […] Tyle z mojej strony, dziękuję za Waszą obecność podczas tych kilku dni na Vuelcie, dziękuję za wszystkie wiadomości, nie obraźcie się jak nie będę odpisywał, nie mam na to siły niestety, no i mam tylko jedną sprawną rękę” – to z kolei wpis Huzarskiego na Facebooku.

W tej sytuacji w Hiszpanii ściga się już tylko jeden Polak – Michał Gołaś, który na razie zajmuje 127. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Olbrzymie nożyce nad peletonem

Od kilku dni toczy się za to pasjonująca walka między Chrisem Froomem a Nairo Quintaną, a najciekawiej było podczas walki o Pena Cabarga, gdy Kolumbijczyk nie był już w stanie dogonić Brytyjczyka.

To jednak Quintana wyrasta na zdecydowanego faworyta całego wyścigu. Od kilku dni znajduje się na czele klasyfikacji generalnej, a rywalom mocno odjechał w niedzielę. Kolumbijczyk co prawda zajął drugie miejsce na 15. etapie (wygrał Włoch Gianluca Brambilla), ale Fromme przyjechał z ponad dwuipółminutową stratą i w „generalce” do Quintany traci już ponad trzy i pół minuty.

Niedzielny etap miał bardzo niecodzienny przebieg. Peleton porwał się na kilka części, jakby ktoś wziął olbrzymie nożyce i bez ładu i składu go pociachał. Później podobna sytuacja spotkała czołową grupę i efekt był taki, że główna grupa zawodników bez pośpiechu wjechała na metę z blisko godzinną stratą do lidera.

Według regulaminu wszyscy ci kolarze, a było ich ponad osiemdziesięciu (!), powinni zostać zdyskwalifikowani z dalszego ścigania w Vuelcie za przekroczenie limitu czasu, ale to oznaczałoby wyrzucenie ponad połowy zawodników, więc organizatorzy postanowili przymknąć na to oko i dalej kolarze będą jechali niemal w komplecie.

Dzisiaj  zawodnicy mają wolne, a później czeka ich pięć decydujących etapów, na których rozstrzygną się losy tegorocznej Vuelty a España.

(źródło zdjęć: welovecycling.com)

Ta strona używa plików cookies

Więcej informacji dotyczących Twoich praw oraz przetwarzania Twoich danych osobowych poprzez pliki cookies znajdziesz w Informacjach dotyczących przetwarzania danych osobowych za pomocą cookies i innych technologii sieciowych. Poniżej możesz wyrazić zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych w celu prowadzenia statystyk i analizy zachowań użytkownika.