Kiedyś miał problemy ze znalezieniem odpowiedniej wielkości roweru. Dziś ma taką pozycję, że mógłby zażyczyć sobie dwukołowca z klimatyzacją, rozkładanym dachem i tysiącem innych gadżetów. Polak z Zegartowic, dzięki wygraniu klasyfikacji górskiej Tour de France, na dobre wszedł do kolarskiej elity.

„Rafał Majka, czyli trwa polska bajka” – rymowali komentatorzy Eurosportu, gdy Polak zdobywał kolejne punkty na górskich premiach tegorocznego Tour de France. Majka był jak snajper, który nie traci sił na półśrodki, tylko wybiera konkretny cel i go po prostu zdobywa.

Początki jak listonosz

Wraz z nim zwycięzcami czują się tysiące Polaków – zarówno ci przed telewizorami, jak i rodacy, którzy planują wakacje we Francji specjalnie po to, by raz dziennie przez kilkanaście sekund móc dopingować polskich kolarzy.

Ale jeszcze kilka lat temu oglądać Majkę mogli tylko nieliczni, bo młody chłopak po prostu jeździł na rowerze po Pogórzu Wiśnickim. Pewnie więcej osób wróżyło mu wtedy karierę listonosza krzątającego się od domu do domu niż wielkiego kolarza, który podbije Tour de France.

Spodenki są za luźne, koszulka wisi

Zegartowice – wieś w Małopolsce, nieoficjalnie mieszka tam około 500 osób. Do kościoła zegartowiczanie muszą udać się do sąsiedniej miejscowości, bo u nich jest tylko kaplica. Ot, wieś, jakich w Polsce wiele. Ale ta wyróżnia się w sposób znakomity – to tu na świat przyszedł Rafał Majka.

Od małego był bardzo ambitny, bo… po prostu musiał. Jako dziecko był niewielkiego wzrostu i trudno było znaleźć dla niego rower. Rafałek jednak zacisnął zęby i na niezbyt wygodnym sprzęcie jakoś dawał radę. I było warto, bo dziś to producenci rowerów robią wszystko, by Polak był z ich sprzętu zadowolony. Dowód? Na ostatni, niedzielny etap Tour de France rower Majki wymalowano w piękne grochy, które wyróżniają zwycięzcę klasyfikacji górskiej.

To jednak kolarstwo znalazło Majkę, a nie na odwrót. Pewnego dnia do szkoły Rafała przyjechał trener Zbigniew Klęk i zaczął zarażać młodzież tą piękną dyscypliną sportu. Z czasem koledzy Majki rezygnowali, ale on połknął bakcyla na dobre.

Cieszył się każdym startem. Nie przejmował się, że spodenki były za luźne, a koszulka wisiała. Nie zrażały go także upadki, czy wizyty na pogotowiu. Liczyło się tylko jedno – jak najszybciej dotrzeć do linii mety.

Lodówka z szampanami

Na kolarskie szczyty wdrapywał się powoli, bo na zaufanie musiał dopiero zapracować. W 2013 r. był drugim najlepszym młodzieżowcem w Giro d’Italia, a w klasyfikacji generalnej zajął siódme miejsce. Rok później usłyszał już o nim cały świat, bo wygrał dwa etapy Tour de France, a do tego został najlepszym góralem.

W 2015 r. było trzecie miejsce w Vuelta a Espana, a teraz ponownie pewna wygrana w klasyfikacji górskiej Tour de France. „Gratulacje, to jest smak zwycięstwa” – napisał jeden z kibiców Majki w komentarzu pod zdjęciem, które wrzucił Polak na Facebooka. Na fotografii widniała lodówka z szampanami, które bezwzględnie się Polakowi należały!

Gratulujemy!