Kim może zostać syn byłego hokeisty i Brytyjki, której rodzina wyemigrowała do Kenii, by założyć farmę? Zawodnikiem NHL? Bogatym rolnikiem? A może podróżnikiem? Nie, został „gigantem Tour de France”. Poznajcie Christophera Froome’a, który w tym roku po raz trzeci w karierze wygrał „Wielką Pętlę”.

To nie jest wielkie zaskoczenie. Może kilku zawodników miało podobne notowania, może specjaliści liczyli na niespodziankę, ale wymieniając faworytów 103. Tour de France, Froome’a po prostu nie dało się pominąć. Choć w dniu jego narodzin nikt nawet nie myślał, że w ogóle może zostać kolarzem.

Dzieciaki uczciły mistrza

Przyszedł na świat w Nairobi, w 1985 r. Matka znalazła się w Kenii, ponieważ jej rodzice chcieli zająć się rolą. Za to ojciec, młodzieżowy reprezentant Wielkiej Brytanii w hokeju na lodzie, w Kenii brał udział w safari. Tam rodzice Christophera poznali się i tam na świat przyszli ich synowie.

Christopher pierwszy raz w wyścigu wziął udział jako 13-latek. To było charytatywne ściganie dla nastolatków, ale młody Froome już wtedy błysnął i nie dał rywalom szans. To właśnie tam spotkał Davida Kinjaha, który bardzo pomógł mu stać się zawodowcem pełną gębą.

Rok później Christopher mieszkał już w Republice Południowej Afryki – uczęszczał do szkoły średniej, zaczął również studia ekonomiczne. Zresztą do dziś tamtejsza szkoła szczyci się swoim absolwentem, bo nazajutrz po zwycięstwie Froome’a w tegorocznym Tour de France, klasy zapełniły się uczniami ubranymi w żółte koszulki. Na dziedzińcu rozwieszono także zdjęcie kolarza i napis: „Skoro on mógł to zrobić, to Ty także!”.

Jajowata piłka czy dwa koła?

To właśnie w RPA bracia Froomowie na dobre zakochali się w sporcie. Wydawało się, że Christopher skazany jest na rugby, bo bracia na poważnie zajęli się bieganiem za jajowatą piłką (później wyjechali trenować do Anglii). Christopher złapał jednak innego bakcyla. „W szkole uprawiałem wiele sportów, w tym oczywiście rugby. W końcu jednak zdecydował się na rower, bo RPA to piękny kraj dla rowerzystów” – opowiadał Froome.

To właśnie podczas jednego z wyścigu w RPA wypatrzył go Dave Brailsford, generalny menedżer Team Sky. „Zwróciliśmy na niego uwagę, bo osiągał bardzo dobre wyniki na słabym sprzęcie… Uznaliśmy, że to nieoszlifowany diament z wielkim potencjałem” – opowiadał Brailsford po latach.

W końcu Froome zdecydował się przenieść do Wielkiej Brytanii i występować właśnie pod tą flagą. „Wcześniej jeździłem dla reprezentacji Kenii, ale cały czas czułem się Brytyjczykiem” – zapewniał.

Historia jak z bajki

W 2010 r. był już zawodowym kolarzem Team Sky, a później wszystko potoczyło się jak w bajce. Wygrywanie poszczególnych etapów poważnych wyścigów, medale dla Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim zwycięzca w Tour de France. „Wielką Pętlę” wygrał już trzykrotnie w ostatnich czterech latach, a być może wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby w 2013 r. nie musiał wycofać się z powodu upadku.

„Dzięki trzeciej wygranej stał się gigantem Tour de France” – napisała po niedzielnym triumfie Froome’a oficjalna strona „Wielkiej Pętli” i nie było w tym ani trochę przesady. Podczas tegorocznego ścigania Froome był po prostu najlepszy, a rywale jeszcze długo przez zakończeniem wyścigu nazywali go zwycięzcą.