Tour de France przemknął przez Francję niczym pociąg TGV, z którego w wielkim pośpiechu kolarze przesiedli się do samolotów lecących do Tokio. Igrzyska olimpijskie – choć w kolarstwie medalowo dla nas nieudane – dostarczyły wielu emocji i pokazały wielkie serce do walki Biało-Czerwonych. Po ostatnim gwizdku na olimpijskich arenach rozpoczyna się nasz narodowy Tour de Pologne.

Trasa

W tym roku teren tego największego sportowo-logistycznego przedsięwzięcia, na którym będzie można na żywo zobaczyć kolarzy, będzie nieco większy. 78. edycja najważniejszego w Polsce wyścigu etapowego rozpoczęła się w Lublinie 9 sierpnia, punktualnie o godzinie 13:10. Meta etapu znajduje się w Chełmie. Wyścig został podzielony na siedem odcinków w aż czterech województwach. Pierwsze dni kolarze spędzą w Lubelskiem i Podkarpackiem. Następnie przez województwo małopolskie przejadą do śląskiego, by całość zakończyła się w Krakowie.

Autorem zdjęcia jest Szymon Gruchalski.

Tegoroczna edycja została zaplanowana całkiem inaczej, niż przyzwyczaił nas TdP w latach poprzednich. Przede wszystkim etapy zostały wydłużone – po pierwszych trzech dniach kolarze będą mieli w nogach ponad 640 km. Drugi etap z metą w Przemyślu uznać można za królewski, bardzo ważny, ale nie decydujący. Na trasę w tym roku powraca jazda indywidualna na czas w Katowicach (piątego dnia), a to właśnie w takiej konfiguracji wyścig wygrał w 2014 roku Rafał Majka. Do tego przejedziemy przez piękne Roztocze oraz malownicze i pofałdowane Podkarpacie, a przed metą etapu w Bukowinie podziwiać będziemy górujące nad okolicą Tatry. Wiele miejsc na trasie 78. Tour de Pologne będzie nowych, w wielu wyścig już gościł, ale jako że biorą w nim udział 22 drużyny, a każda ma inny interes i inną strategię, takie wydarzenia zawsze są nieprzewidywalne.

Polacy

Zawodników z biało-czerwoną flagą przy nazwisku będzie 12. Wśród nich siedmiu kolarzy startujących jako reprezentacja Polski oraz zawodnicy, których przedstawiać nie trzeba, czyli Michał Kwiatkowski, Maciej Bodnar i Michał Gołaś. To będzie „ostatni taniec” w wykonaniu Tomka Marczyńskiego, który w tym roku żegna się z Tour de Pologne, a być może i z zawodowym peletonem, choć nie mówi o tym oficjalnie. Oficjalnie za to o zakończeniu kariery powiedział Michał Gołaś, dla którego TdP będzie pożegnaniem z polskimi kibicami. Ciekawy jestem, co panowie przygotowali na te siedem dni ścigania w Polsce, bo potrafili tutaj walczyć. A gdyby tak jeden na koniec zawodowej kariery stanął na podium klasyfikacji generalnej, a drugi wywalczył jakąś koszulkę… Tomek, Michał, jako kibice nie mamy nic przeciwko! Osobiście liczę też na to, że ekstra zmotywowany narodzinami dziecka Michał Kwiatkowski zrobi niespodziankę. Wygrywał nasz narodowy tour, i to nie wcale w jakichś zamierzchłych czasach, bo ostatnio stał na najwyższym stopniu podium w 2018 roku. Nasi kolarze z reprezentacji będą zapewne widoczni w ucieczkach, akcjach zaczepnych oraz w walce o punkty na lotnych premiach. Być może żadnego odjazdu z Biało-Czerwonymi w składzie nie dogonią, jednak historia zna już takie przypadki, choć prawdę mówiąc niewiele. Z dobrej strony w jeździe na czas na pewno będzie chciał się pokazać aktualny mistrz kraju w tej specjalności, czyli Maciej Bodnar.

Autorem zdjęcia jest Szymon Gruchalski.

Faworyci

Trudno wskazać jednoznacznie jedno, dwa czy trzy nazwiska, co jest w sumie bardzo dobrą sytuacją, bo gwarantuje sporo niespodzianek. Oczywiście sami zawodnicy wiedzą lepiej, kto jest w jakiej formie i komu tegoroczna trasa może „leżeć” bardziej, a komu mniej. Pokrywający się z naszym TdP wyścig hiszpańskiej Vuelty spowodował, że w składach, które przyjechały do Polski, jest sporo młodości i nieprzewidywalności.

W każdej z drużyn, która stanie na starcie pierwszego etapu, mamy albo kogoś, kto powinien zakręcić się w okolicy najlepszej dziesiątki klasyfikacji generalnej, albo specjalistę od klasyków, albo dobrego sprintera. Wiele więc będzie sytuacji, w których poszczególne drużyny będą próbowały przechytrzyć konkurencję, atakując daleko od mety przy wykorzystaniu ukształtowania terenu lub wiatru, który szczególnie na pierwszych trzech etapach może być znaczącym czynnikiem. Wśród specjalistów od klasyfikacji generalnej spokojnie możemy wymienić doskonale nam znanego zwycięzcę Giro d’Italia Tao Goeghegan Harta z Team Ineos Grenadiers, choć zgodnie z zapewnieniami drużyny w Polsce wystąpi jako pomocnik Michała Kwiatkowskiego. Wydawało się, że pod włoską banderą o zwycięstwo w całym wyścigu walczyć powinien Diego Ulissi, drużynowy kolega Rafała Majki, został jednak oddelegowany do Hiszpanii. Kolejne warte uwagi nazwisko należy do Portugalczyka Joao Almeidy z drużyny Deceuninck – Quick Step. Na pewno widoczni w końcówce decydujących etapów będą Hindley, Wellens, Valter, Fabbro oraz Aleotti.

Autorem zdjęcia jest Szymon Gruchalski.

Zawodnicy dysponujący najlepszym finiszem nie będą mieli łatwego zadania, bo typowo płaski i szybki finisz będziemy mieć tylko w Rzeszowie i Krakowie. Niemniej lista sprinterów jest zacna. Numerem jeden powinien być Niemiec Pascal Ackermann z drużyny Bora – hansgrohe, który będzie bezpośrednio rywalizował z Sonnym Colbrellim i Fernando Gavirią. W tym gronie będzie chciał się przebić do czuba Stanisław Aniołkowski, który świetnie poczyna sobie w tegorocznych sprintach. W ten sposób zresztą w zeszłym roku wywalczył tytuł mistrza kraju w wyścigu ze startu wspólnego. Na płaskich końcówkach etapów muszę wspomnieć nazwiska Bauhausa i Degenkolba.

Jazda indywidualna na czas – ITT

Szósty etap będzie decydujący. Zawodnicy, którzy przetrwają mocne tempo naszych podjazdów (krótkich, ale dynamicznych) i nie stracą nigdzie po drodze ważnych sekund, rozstrzygną pomiędzy sobą losy klasyfikacji generalnej. 19 kilometrów całkowicie miejskiej jazdy indywidualnej na czas ze startem i metą przy katowickim spodku będzie etapem rozstrzygającym o losach klasyfikacji generalnej. Tego dnia liczyć się będzie każdy detal, doskonała znajomość trasy, rozłożenie sił, perfekcyjnie przygotowany rower oraz pewność siebie. Jazda indywidualna na czas to walka tylko z samym sobą, tutaj nie można liczyć na wsparcie kolegów z drużyny. Jeden mały błąd może zaważyć na wyniku i zniweczyć pięć bardzo ciężkich dni.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl