Zaskakujące zwycięstwo rozpoczęło ostatni tydzień zmagań w tegorocznym Tour de France. Jako pierwszy linię mety przeciął Patrick Konrad z Bora-hansgrohe.

W polskiej Wikipedii notka na jego temat zajmuje dokładnie 4 zdania. W kolarskim świecie jest oczywiście bardziej znany, bo w wielkich tourach pojawia się od kilku lat. O Patricku Konradzie jednak jeszcze nigdy nie było tak głośno, jak we wtorkowe popołudnie, gdy jako pierwszy zameldował się na mecie 16. etapu Tour de France.

„Jestem naprawdę szczęśliwy”

– Zaniemówiłem, po prostu nie mogę znaleźć słów, aby opisać, co czuję! To nie tylko moje pierwsze zwycięstwo w WorldTour, ale także w Tour de France, największym wyścigu kolarskim na świecie. To zwycięstwo dla mojej rodziny, przyjaciół, zespołu, a także wszystkich, którzy we mnie wierzyli. W drużynie zawsze mówili, że mam talent i muszę walczyć o swoje. Teraz jestem naprawdę dumny – cieszył się na mecie Konrad.

30-letni Austriak we wtorek zaatakował bardzo odważnie. Spodziewano się, że wyścig może rozstrzygnąć się dopiero na ostatnich metrach, tymczasem Konrad już 30 km przed metą postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zdecydował się na ucieczkę i bardzo odważnie pokonywał kolejne zakręty, mimo padającego deszczu. W pewnym momencie było już wiadomo, że tego dnia nie ma na niego mocnych.

– Spróbowałem zaatakować i bardzo się cieszę, że wystarczyło mi sił, by dojechać do mety. W wygraną uwierzyłem jednak dopiero jakieś 500 metrów przed metą. Jestem niezmiernie szczęśliwy – cieszył się Konrad.

Czy znajdzie się mocny na Tadeja Pogacara?

Na mecie etapu doszło do zaskakującego rozstrzygnięcia, ale żadnych sensacji nie było w klasyfikacji generalnej. Cały czas pewnie prowadzi Tadej Pogacar (UAE Team Emirates), który ma ponad pięć minut przewagi nad Rigoberto Uranem (EF Education-Nippo) i Jonasem Vingegaardem (Jumbo-Visma).

Na razie wygrana Słoweńca nie wydaje się zagrożona, co jednak nie oznacza końca emocji na Tour de France. Przede wszystkim jego przeciwnicy nie powiedzieli ostatniego słowa, do tego Pogacar już zapowiedział, że jeśli wystarczy mu sił, to spróbuje powiększyć przewagę w taki sposób, jak zrobił to na pierwszym etapie alpejskim, gry rywale przecierali oczy ze zdumienia. Poza tym ciągle nierozstrzygnięta jest walka w innych klasyfikacjach, gdzie Mark Cavendish z Deceuninck-Quick Step (klasyfikacji punktowa) i Wout Poels z Bahrain-Victorious (klasyfikacja górska) ciągle nie są pewni swego.

Czas na ostateczne rozstrzygnięcia

Od środy czeka nas to, co wielu kibiców kolarstwa lubi najbardziej, czyli walka w górach, która już nie raz wywróciła klasyfikację generalną do góry nogami. Rywalizacja w Pirenejach zacznie się dzisiejszym etapem z Muret do Saint-Lary-Soulan (178 km), a w czwartek jazda z Pau do Luz Ardiden (130 km). Następnie już tylko płaski etap z Mourenx do Libourne (207 km), 31-kilometrowa czasówka Libourne – Saint-Emilion, a w niedzielę wielkie święto kolarstwa na Polach Elizejskich. Czas na ostateczne rozstrzygnięcia!

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl