Piękny sen Marka Cavendisha trwa! A jeśli nikt go nie uszczypnie, to będzie w stanie pobić rekord legendarnego Eddy’ego Merckxa? – Nawet nie wymawiaj tego imienia – uciął Cavendish po wygraniu kolejnego etapu Tour de France.

Druga młodość

We wtorek wystrzelił szampany w ekipie Deceuninck-Quick Step, a jej dyrektor przyznał, że jeszcze nigdy nie widział, by ze szczęścia płakała cała ekipa. Bo że płakał Cavendish, było zupełnie zrozumiałe, w końcu wygrał pierwszy etap Wielkiej Pętli od pięciu lat!  Teraz na kolejny triumf czekał znacznie krócej, bo… niespełna 48 godzin! Tak, 36-letni kolarz w czwartek znów był najszybszy na finiszu i znów mógł podnieść ręce w geście zwycięstwa. Zanim to jednak zrobił, to z niedowierzania złapał się za głowę. I nic w tym dziwnego, w końcu był krok od kolarskiej emerytury, tymczasem teraz przeżywa drugą młodość.

„Ludzie pracują na to całe życie”

Teraz nikt już nie pyta, kiedy Cavendish odstawi rower, tylko czy jest gotowy przejść do historii. A zostały mu do tego już tylko dwa kroki. Brytyjczyk wygrał bowiem 32. etap Wielkiej Pętli w karierze, tymczasem rekordzista ma ich na koncie 34. A tym rekordzistą jest wielki Eddy Merckx, przez wielu uważany za najlepszego kolarza w historii. Dlatego nie ma się co dziwić reakcji Cavendisha podczas wywiadu po czwartkowym etapie.

– To było Twoje 32. zwycięstwo w Tour de France. Wiesz, o co chcę cię zapytać… – zagadnął dziennikarz.

– Nawet nie wymawiaj tego imienia! Nie myślę o tym. Właśnie wygrałem etap Tour de France. I nie ważne, czy było to moje pierwsze, czy 32. zwycięstwo. Liczy się tylko to, że zgarnąłem etap Wielkiej Pętli. Ludzie na taki sukces pracują całe życie! Jestem bardzo szczęśliwy i jeśli będę wystarczająco dobry, by wygrać 50 etapów, to zrobię to. A jeśli nie wygram już żadnego, to niech też tak będzie. To jest Tour de France… – mówił Cavendish chwilę po tym, gdy utonął w objęciach kolegów.

Menu serwuje 250 kilometrów

Cavendish zgarnia kolejne etapy i paraduje w zielonej koszulce lidera klasyfikacji punktowej, tymczasem z żółtą nie rozstaje się  Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix). Holender najcenniejszy trykot w światowym kolarstwie założył po drugim etapie i od tamtej pory nikomu go nie oddał. Po piętach depcze mu jednak ubiegłoroczny zwycięzca Tadej Pogacar (UAE Team Emirates), który w środę wygrał jazdę indywidualną na czas i do van der Poela traci obecnie osiem sekund. Trzeci w klasyfikacji generalnej jest Wout van Aert (Jumbo Visma). W piątek przed zawodnikami kolejne trudne wyzwanie – najdłuższy etap podczas 108. Tour de France. Trasa wiedzie z Vierzon do Le Creusot i liczy aż 249 km!

„To był całkiem fajny dzień, dopóki nie zorientujesz się, że jutro w menu jest 250-kilometrowy etap” – napisał Michał Kwiatkowski (Ineos Grenadiers), który w klasyfikacji generalnej zajmuje 97. miejsce. Drugi z Polaków – Rafał Majka (UAE Team Emirates) – jest o dwie pozycje niżej.

W weekend kolarzy czekają dwa etapy w Alpach, po których nastąpi dzień przerwy.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl