Jedni zupełnie odcięli się od kolarstwa, drudzy bez roweru nie mogą wytrzymać, a jeszcze inni przeżywają najpiękniejsze chwile w życiu lub prowadzą akcję ratowania… węża! Sezon oficjalnie się zakończył, więc zaglądamy, jak wolny czas spędzają najlepsi zawodnicy na świecie.

To nieliczne tygodnie w roku, gdy kolarze mogą poluzować reżim treningowy i oddać się pasjom niekoniecznie związanym ze sportem. Część zawodników odkłada rower w najdalszy kąt i robi wszystko, by się za nim stęsknić. Większość wytrzymuje jednak góra kilka dni i dla frajdy, a także podtrzymania formy, kręci kilometry.

Wygląda na to, że Radej Pogacar, zwycięzca Tour de France, w wolnym czasie wziął się za przeglądanie zdjęć. I dobrze, bo z archiwum wygrzebał taką perełkę

– Powrót do miłych wspomnień – napisał tegoroczny triumfator Wielkiej Pętli.

W otoczeniu najbliższych czas spędza również najlepszy zawodnik Vuelta a Espana – Primoż Roglić.

– Są koszulki, trofea, nagrody, ale niektóre rzeczy są od tego trochę ważniejsze – przyznaje Słoweniec.

Piękne rodzinne chwile przeżywa również Rafał Majka. Po ciężkim i szalonym sezonie zmienia on zespól Bora-Hansgrohe na UAE Emirates. Jednak taka zmiana to nic w porównaniu z tym, co niedawno wydarzyło się w życiu kolarza z Zegartowic

Przeglądając profile najlepszych zawodników świata, łatwo można zauważyć, że u wielu z nich czas po sezonie jest okresem, gdy wracają do życia rodzinnego i każdą wolną chwilę spędzają z dziećmi. Nie inaczej jest w przypadku Christophera Froome’a, który z rodziną przebywa w Stanach Zjednoczonych

Brytyjczyk znajduje jednak czas, by wskoczyć na rower i z tej perspektywy zwiedzać Kalifornię. Podczas przejażdżki natrafił jednak na przeszkodę, którą wielu objechałoby szerokim łukiem. Froome jednak postanowił się zatrzymać, wziąć ją do ręki i zrobić sobie pamiątkowe selfie

– Uratowałem tego małego gościa przed rozjechaniem. Ktokolwiek wie, co to jest? – zapytał kibiców Brytyjczyk.

W zupełnie innej scenerii wypoczywa z kolei zwycięzca Vuelta a Espana Tao Geoghegan Hart

Podczas gdy większość zawodników odpoczywa, niektórzy jeszcze kręcą się na transferowej karuzeli. Ciekawą historię ma za sobą Mark Cavendish. Gdy stało się jasne, że nie pozostanie w Bahrain McLaren, zaczął poszukiwania nowego zespołu. Pierwsze kroki skierował do szefostwa Deceuninck – Quick Step, ale usłyszał, że drużyny na niego nie stać. Zawarto więc układ, w który działacze nie za bardzo wierzyli, a mianowicie: Cavendish sam znajdzie chętnego, który będzie pokrywał jego pensję, a w zamian belgijska grupa włączy go do teamu. Rozwiązanie w kolarskim świecie rzadko spotykane okazało się jednak bardzo skuteczne, bo Cavendish za kilka dni wrócił ze sponsorem i od przyszłego sezonu będzie jeździł w Deceuninck – Quick Step

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl