Podziel się:

Królewny w bajkach miesiącami wyglądały upragnionego księcia, ale na takiego rycerza Brytyjczykom przyszło czekać aż 109 lat. Nadjechał nie na białym koniu, a na żółtym rowerze i od razu wpadł w oko królowej. Poznajcie Bradley’a Wigginsa, który kilka miesięcy po wygraniu Tour de France był już Sir Bradley’em Wigginsem.

Rozczarowanie ojcem

Brytyjczycy na rywali patrzyli z zazdrością. W końcu też kochali kolarstwo, tymczasem sukcesy w Wielkiej Pętli omijały ich szerokim łukiem. Tour de France seryjnie wygrywali Francuzi, Belgowie, Włosi, czy Hiszpanie. Udawało się to nawet Szwajcarom, Duńczykom, Australijczykom, Luksemburczykom i Irlandczykom. A Brytyjczycy czekali i czekali… Aż w końcu pojawił się Bradley Wiggins – człowiek, który na trofea powinien mieć nie oddzielny pokój, ale całe mieszkanie.

Urodził się w 1980 r. w Belgii. Jego matka była Brytyjką, ojciec Australijczykiem. Być może to po nim odziedziczył talent (Gary Wiggins był zawodowym kolarzem), ale ojciec nie zdążył go nawet nauczyć jazdy na rowerze. Opuścił rodzinę, gdy Bradley miał dwa lata, więc matka zabrała syna i przeprowadziła się do Londynu.

Młody Wiggins na początku kolarstwem się nie interesował, bo jak większość chłopców wolał piłkę nożną. Pewnego dnia matka przekonała go jednak do przełączenia telewizora na wyścig, mówiąc: „To była jedyna rzecz, którą potrafił robić twój ojciec”. Bradley akurat trafił na rywalizację podczas igrzysk olimpijskich w Barcelonie, gdzie złoto w wyścigu na dochodzenie zdobył Brytyjczyk Chris Boardman. To właśnie on, a nie ojciec sprawił, że Wiggins spróbował sił w ściganiu się na rowerze.

Przełom podczas Tour de France

Na pierwszy profesjonalny sprzęt zarobił… kontuzją. Podczas jazdy na rowerze złamał obojczyk i z ubezpieczenia otrzymał 1700 funtów. 700 oddał matce, za resztę kupił rower. Jego talent rozwijał się jednak tak szybko, że wkrótce było już wiadomo, iż kolejny sprzęt będzie otrzymywał już od zawodowego zespołu i sponsorów.

Zaczął od kolarstwa torowego i błyskawicznie zdobył w nim wszystko, co było  do zdobycia. Po pierwsze mistrzostwo świata sięgnął w 2003 roku, po pierwszy złoty medal olimpijski rok później. Łącznie na torze zdobył sześć medali IO i dwanaście MŚ.

W 2009 roku wysłał w świat sygnał, że teraz będą musieli się z nim liczyć także kolarze szosowi, a stało się to podczas Tour de France. W klasyfikacji generalnej zajął czwarte miejsce, ale po latach wykreślono wynik trzeciego Lance’a Armstronga i tym samym Wiggins znalazł się na podium.

Najpiękniejszy sezon w jego karierze przyszedł jednak trzy lata później. Nie był już zawodnikiem balansującym między torem a szosą, ale jednym z faworytów każdego z wyścigów. I wszystko postawił na ten najważniejszy, czyli Tour de France. Wspomagany przez Christophera Froome’a zostawił rywali z tyłu i wjeżdżając w żółtej koszulce na Pola Elizejskie stał się dumą całej Wielkiej Brytanii, która na taki widok czekała od 1903 r.!

Jakby tego było mało, Wiggins niespełna dwa tygodnie (!) później został mistrzem olimpijskim w jeździe na czas, co otworzyło mu wrota do Pałacu Buckingham.

Stanowcza babcia

W grudniu 2012 r. uklęknął przed Królową Elżbietą II, która mieczem pasowała go na rycerza i nadawała prawo posługiwania się tytułem „sir”. – To było bardzo dziwne uczucie, nigdy nie wyobrażałem sobie siebie w tej roli. Mówiłem nawet mojej babci, że chyba nie przyjmę tego tytułu. Odpowiedziała: „Jeśli tak zrobisz, okażesz się głupcem, a twój dziadek będzie przewracał się w grobie” – mówił Wiggins portalowi Cyclingnews.

Karierę zakończył w 2016 r., żegnając się – a jakże – złotym medalem olimpijskim w Rio de Janeiro. Łącznie zdobył ich osiem, do tego dołożył 15 medali mistrzostwa świata oraz rekord świata w jeździe godzinnej (przejechał 54,526 km).

Na sportowej emeryturze pochłania go gra na gitarze oraz pasja motorowa. Napisano o nim kilka książek, a sam Wiggins był częstym gościem w telewizji. Miał również pomysł, by wystartować w Igrzyskach Olimpijskich w 2020 r. w… wioślarstwie. Rozpoczął nawet poważne przygotowania, ale kilka miesięcy temu zrezygnował. – Mam dużo innych rzeczy do zrobienia – stwierdził.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl

Ta strona używa plików cookies

Więcej informacji dotyczących Twoich praw oraz przetwarzania Twoich danych osobowych poprzez pliki cookies znajdziesz w Informacjach dotyczących przetwarzania danych osobowych za pomocą cookies i innych technologii sieciowych. Poniżej możesz wyrazić zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych w celu prowadzenia statystyk i analizy zachowań użytkownika.