Wydawać by się mogło, że tytułowe pytanie nie ma żadnego sensu. Przecież to „oczywiste”, że amortyzator będzie lepszy od nieuginającego się widelca. Nic bardziej mylnego. Aby odpowiedzieć na to pytanie – trzeba pomyśleć nad tym gdzie, ile i w jaki sposób się jeździ. Nie zawsze rower wyposażony w amortyzator będzie najlepszym rozwiązaniem, a czasem będzie to wyjście bardzo nierozsądne.

Zacznę od szybkiego podsumowania plusów i minusów każdego z tych rozwiązań.


Rowery z amortyzacją

+ Większe bezpieczeństwo podczas jazdy

To właśnie w tym celu powstały amortyzatory, nasza wygoda jest skutkiem ubocznym. Chodzi o to, aby podczas jazdy, koła roweru jak najdłużej utrzymywały kontakt z nawierzchnią – gdy się ją straci, jednocześnie przestajemy panować nad rowerem.

+ Komfort jazdy i wygoda dla nadgarstków

Co by nie mówić, to właśnie o tym punkcie wiele osób myśli, wybierając rower z amortyzatorem. Zmniejsza on przenoszenie uderzeń na nasze nadgarstki. Warto tylko pamiętać o tym, że za amortyzację odpowiadają także opony i często to one (i odpowiednie ciśnienie w nich) wystarczą, aby zwiększyć komfort jazdy.

– Wyższa waga

Zwykły, tani amortyzator potrafi ważyć ponad 2,5 kilograma. Gdy zestawi się go z niedrogim, aluminiowym widelcem, który waży 0,8-0,9 kg okazuje się, że różnica jest ogromna. Takie 1,5 kilograma mniej będzie odczuwalne nawet dla zupełnego laika. Z (tanim) amortyzatorem rower będzie gorzej przyspieszał i podjeżdżał. A nawet gdy porównamy topowe amortyzatory z karbonowymi, szosowymi widelcami – nadal te drugie będą zdecydowanie wygrywać (choć myślę, że gdy ktoś decyduje się na wysokiej klasy komponenty, dobrze wie czego mu potrzeba).

– Większa obsługowość

Amortyzowane widelce są bardziej skomplikowane od sztywnych (które mają banalną konstrukcję). I zazwyczaj trzeba poświęcić czas i pieniądze, aby je serwisować, jeżeli chcemy, aby służyły nam jak najdłużej.

– Pochłanianie energii

Siłą rzeczy amortyzator będzie uginał się pod naszym ciężarem, a także podczas mocniejszego pedałowania. Będzie się to działo w mniejszym lub większym stopniu, ale mimo wszystko będzie pochłaniać część naszej energii, którą przy sztywnym widelcu wykorzystalibyśmy na napędzenie roweru. Im droższy amortyzator, tym te straty są mniejsze; są dostępne także modele z możliwością zablokowania, ale z tej funkcji zazwyczaj korzysta się tylko na podjazdach lub na długich, asfaltowych odcinkach bez większych nierówności.

Rowery ze sztywnym widelcem

Tu w zasadzie plusy zamieniają się miejscami z minusami, które wymieniłem przy rowerach z amortyzacją. Ale nie zawsze w tym samym stopniu.

+ Niższa waga

Tak jak pisałem wcześniej, sztywny widelec potrafi być dużo lżejszy od amortyzatora, co wpływa na łatwiejsze przyspieszanie i podjeżdżanie. Warto zwrócić uwagę na fakt, że zazwyczaj najlżejsze są widelce karbonowe, w drugiej kolejności aluminiowe i na końcu – stalowe.

+ Bezobsługowość

Wystarczy, że co jakiś czas spojrzy się, czy widelec nie ma pęknięć, wgnieceń lub czy golenie nie są krzywe. Prosta budowa daje także większą przewagę na rowerowych wyprawach (chyba, że zjeżdżamy z asfaltu w trudny teren) – po prostu trudniej tu coś zepsuć.

+ Mniejsze pochłanianie energii

Każdy sztywny widelec ma swoją zdolność uginania się pod wpływem naszego ciężaru czy uderzeń. Gdyby tak nie było – szybko by się rozpadł (lub wypadłyby nasze zęby). Natomiast nie tracimy jej tyle, ile np. podczas sprintu na stojąco w przypadku odblokowanego amortyzatora. Dzięki temu nasza jazda, zwłaszcza po asfalcie, jest efektywniejsza.

– Trzeba się bardziej skoncentrować podczas jazdy

Dla niektórych może to być zaleta, ale sztywny widelec wybaczy nam mniej błędów, niż amortyzator. Oczywiście przy szerokich oponach możemy liczyć jeszcze na to, że to one zamortyzują np. wjechanie w solidną dziurę z dużą prędkością. Ale mimo wszystko, jeżdżąc ze sztywnym widelcem trzeba bardziej uważać po czym się jeździ. Zwłaszcza w terenie.

– Mniejszy komfort i wygoda dla nadgarstków

Ten punkt ściśle wiąże się z poprzednim. Niestety, zwłaszcza przy wąskich oponach, na sztywnym widelcu potrafi wytrząść. Jeżeli obawiacie się o ból nadgarstków, ale chcecie pojeździć na „sztywniaku”, warto pomyśleć o trochę szerszych oponach. Dobrze jest także zwrócić uwagę na materiał, z którego wykonano widelec. Drgania najlepiej tłumią te z włókna węglowego, potem stalowe (najlepiej ze stopu chromowo-molibdenowego), a najgorzej aluminiowe.

Jak widzicie, każde z tych rozwiązań ma swoje wady i zalety, które uwidaczniają się w różnych warunkach. Jeżdżąc w trudnym terenie, z dużymi prędkościami – nie obejdzie się bez przedniego amortyzatora; a zwłaszcza w dyscyplinach typowo zjazdowych – trzeba będzie kupić rower wyposażony także w tylną amortyzację (z tzw. damperem). Natomiast jeżeli teren nie będzie aż tak trudny, można założyć sztywny widelec i korzystając z odpowiednich opon, śmiało po nim jeździć (np. rowerem przełajowym, grawelowym czy fatbikem). Jeżeli wjechanie w teren ogranicza się u Was do zjechania na gruntową lub ubitą leśną drogę – wtedy sztywny widelec możecie założyć do praktycznie każdego roweru.

Wybierając rower lub planując jego modernizację, warto zastanowić się na czym tak naprawdę nam zależy. I wybrać sztywny widelec, gdy chcemy mieć mniej awaryjny rower (np. gdy kupujemy rower na dalekie wyprawy w nieznane) lub gdy jeździmy zazwyczaj po asfalcie lub lekkich bezdrożach. Amortyzator warto zostawić wtedy, gdy chcemy szybciej i bezpieczniej pośmigać w terenie lub wymagamy od roweru więcej komfortu, a szerokie opony nam nie wystarczają.