Był rok 1973. Sky Yaeger studiowała sztukę i mieszkała w Oshkosh, w stanie Wisconsin, ale czegoś brakowało w jej życiu. Wkrótce okazało się, że tym tajemniczym „czymś” była para kół, rama i kierownica. Powiedzieć, że bardzo lubiła rowery, to za mało – to była czysta i prawdziwa miłość. Raz zwyczajnie podeszła do lady w jedynym sklepie rowerowym w mieście i zwróciła się do właściciela w bezkompromisowy sposób. – Wiem o rowerach wszystko, co można wiedzieć i chcę tutaj pracować – opowiadała w rozmowie z portalem Ella Cycling Tips. I to były słowa otwierające jej 44-letnią karierę.
Gdy dorastała w małym miasteczku z 6 tysiącami mieszkańców na północy Stanów Zjednoczonych, jazdę na rowerze uważano za sztywniacką i dziwną. Uwaga: było to na długo przed czasami szału internetowego i rowerowego. Chociaż przyznaje, że jednym z możliwych powodów, dla których ciągnęło ją do rowerów, była chęć wyróżniania się, wciąż nie było sposobu, aby się skontaktować z innymi entuzjastami rowerowymi z całego świata. Po wyjeździe do college’u zaczęła spotykać innych ludzi jeżdżących rowerami i od tej pory, cóż, może nie było jeszcze łatwo, ale pojawiła się na to jakaś szansa.

Yeager wyznaje, że początkowo nie miała pojęcia, że da się wyżyć z rowerów – była tylko studentką sztuki starającą się ukończyć szkołę, a obsługiwanie stolików w barze nie brzmiało zbyt kusząco. Po 8 latach college’u i trzech stopniach naukowych przeprowadziła się do Nowego Jorku, a następnie do Japonii, aby stać się artystką, ale wciąż wracała do Wisconsin, aby jeździć po wspaniałych wiejskich drogach. Gdy zdała sobie sprawę, że życie w dużym mieście nie jest dla niej, wróciła do tego sklepu rowerowego w Wisconsin; dzięki tej decyzji została zatrudniona na stanowisku ds. marketingu w Suntour Components, a później na pozycji definiującej jej karierę – w legendarnej firmie rowerowej Bianchi.

To wtedy zaczęły pojawiać się legendarne modele rowerów. Podczas jej 17-letniej kariery w Bianchi wprowadziła obecnie klasyczne modele rowerów jak „Pista”, „Milano” i „San Jose”. Nawiasem mówiąc, model Pista inspirowany był nieustraszonymi posłańcami rowerowymi z Nowego Jorku jeżdżącymi na ostrych kołach we wczesnych latach 90. w obszarze niemalże największym natężeniu ruchu na świecie.


Następnie postanowiła opuścić Bianchi, aby założyć nową firmę od zera. Wraz z początkami Internetu, Yaeger zdała sobie sprawę, że to jest rzecz, w którą warto zainwestować, więc postanowiła wesprzeć finansowo Swobo. Swobo była pierwszą firmą, która odkryła jak sprzedawać rowery bezpośrednio klientowi. To nie tak, że chcieli się zupełnie przestać liczyć ze sprzedawcami rowerów, ale, ujmując to słowami Yaeger, – Chcieliśmy zaangażować osobę, która czuje się zupełnie komfortowo, kupując rower o 1 w nocy, jeśli tego zechce. Chciałam się nauczyć, jak to zrobić.
Plan był taki, żeby dostarczać klientom w pudle wygodnie pod drzwi rower, który nie wymaga zbyt skomplikowanego montażu. Co było do tego kluczem? Brak przerzutek. Plan rzeczywiście odniósł sukces i do czasu, gdy firma została sprzedana, powstało 10 modeli rowerów, z których Sky była bardzo dumna.

Gdy zapytana o fakt, że w branży rowerowej dominują mężczyźni, Yaeger uśmiecha się i potwierdza, że wszystko, co powie mężczyzna, kobieta musi powtarzać pięć razy, aby zostać usłyszaną, ale w ostatecznym rozrachunku „ludzie szanują tego, kto się solidnie przygotowuje, kto zna się na rzeczy. Aby odnaleźć się w dziedzinie technicznej musisz być w stanie udowodnić, że wiesz, co robisz.” Przeszła przez drzwi sklepu rowerowego w 1973 r. ze znakiem „brak wstępu dla dziewczyn” i od tamtej pory nie oglądała się za siebie.


Yaeger uważa się za najszczęśliwszą osobę na świecie, ponieważ dostała szansę spędzenia większej części swojego życia, robiąc to, co kocha. Obecnie jest dyrektorem ds. rozwoju rowerów w ekskluzywnej, projektanckiej marce Shinola, gdzie stalowe rowery są tylko nieznacznym atutem linii produktów „wyprodukowano w USA”, która w tym roku obejmuje również zegarki, galanterię, dzienniki, gramofony, głośniki i słuchawki. Firma oferuje ludziom rowery, jakich nigdy nie dostaliby w żadnym ze sklepów rowerowych, oraz dąży do przywrócenia amerykańskiej produkcji rowerów, szczególnie w takich miejscach jak Detroit.

Wyznaje, że ma około 28 rowerów w garażu i że wciąż próbuje zredukować tę liczbę, ale niektóre części są tak rzadkie, że nie sposób się ich pozbyć. Zatem, wniosek z tego taki, że jeśli chodzi o prawdziwą pasję, to stajesz się jej więźniem na zawsze.

(źródło zdjęć: welovecycling.com)