Łzy i piękne przemówienie zwycięzcy, ale także atak balonowej konstrukcji i pożegnania Rosjanina, który majątku dorobił się na… pierogach. Oto 5 rzeczy, z których zapamiętamy tegoroczny Tour de France.

Przemówienie Christophera Froome’a

To nie był zwykły monolog zwycięzcy. Oczywiście Brytyjczyk tradycyjnie podziękował wszystkim: od kolegów, przez trenerów, po rodzinę, ale pamiętał również o ofiarach zamachów terrorystycznych, który wydarzyły się w Nicei w trakcie trwania „Wielkiej Pętli”.

„Wydarzyły się straszne rzeczy i jeszcze raz chciałbym oddać hołd tym, którzy stracili życie w tych okropnych okolicznościach. Wszyscy kochamy Tour de France za to, że zawsze pozostaje taki sam. Pasja ludzi różnych narodowości, piękno Francji i przyjaźń kreowana przez sport – te rzeczy nigdy się tu nie zmienią” – mówił Froome ze łzami w oczach, gdy na koniec wyścigu stał na podium.

Wielcy faworyci rezygnują

To zawsze trudna decyzja dla kolarza. Jedni robią to ze łzami w oczach, inni ze wściekłością. Bo na Tour de France czeka się cały rok, ale czasem trzeba się z nim przedwcześnie pożegnać. Taki los spotkał w tym sezonie największych zawodników, m.in. Marka Cavendisha, Fabiana Cancellarę, czy Alberto Contadora. Dwaj pierwsi musieli stoczyć wewnętrzną walkę  i przeprowadzić chłodną kalkulację. W końcu uznali, że TdF będzie kosztował ich za dużo sił  i stresu, więc postanowili zrezygnować i postawiać na przygotowania do sierpniowych Igrzysk Olimpijskich. Z kolei Contador przegrał z bólem. Na pierwszych etapach zaliczył dwie poważne upadki, których skutki odczuwał jeszcze tydzień. W końcu dopadł go jeszcze gorączka i musiał powiedzieć „dość”.

Niesamowity Mont Ventoux

O tym, że jest to magiczna góra, nikogo nie trzeba przekonywać. W tegorocznym Tour de France skrócono ten etap z powodu silnego wiatru, ale i tak nie obyło się bez niespodzianek.

Blisko kilometr przed metą doszło do kraksy, bo peleton najechał na tzw. motor telewizyjny, który nagle się zatrzymał. Pecha miał Froome, którego rower uległ awarii, więc Brytyjczyk… pobiegł w stronę mety. W końcu zespół dostarczył mu zapasowy sprzęt, a później na wysokości zadania stanęli sędziowie, którzy uznali, że mimo tych przygód Brytyjczyk pozostanie liderem klasyfikacji generalnej.

Pożegnanie charyzmatycznego Rosjanina

To był ostatni Tour de France grupy Olega Tinkova, w której jeżdżą Rafał Majka (zdobywca koszulki w grochy) i Peter Sagan (wygrał zielony trykot ufundowany przez ŠKODĘ). Tinkov z końcem roku wycofuje się z kolarstwa m.in. z powodu niepewnej sytuacji gospodarczej jego kraju. Tym samym dyscyplina traci niezwykle oryginalnego człowieka. Przykład? Blisko 50-letni Tinkov potrafił przejechać całą trasę wyścigu! Miał swojego technika, masażystę i samochód, a po pokonaniu etapu… udzielał kolarzom taktycznych wskazówek, choć sami zawodnicy przyznawali, że były one niezbyt trafne.

Tinkov urodził się na Syberii. Zajmował się elektroniką, był restauratorem, a sieć pierogarni sprzedał samemu Romanowi Abramowiczowi. Dziś zajmuje się finansami, a jego majątek szacuje się na ok. dwa miliardy dolarów. „Jesteśmy świetną drużyną, dlatego cieszę się, że mamy dwie koszulki. To nasz sposób na podziękowanie za wsparcie Olegowi Tinkovowi” – mówił Majka podczas Tour de France.

Balonowy hamulec

Takie rzeczy się zdarzają nie tylko na mniejszych wyścigach, ale także na Tour de France. Kilometr przed metą siódmego etapu część peletonu została zatrzymana przez… balonową konstrukcję, która spadła na jezdnię i zastopowała zawodników niczym ściana!

Nikomu jednak nic się nie stało, a czas został „zneutralizowany”, więc nikt na niesprawiedliwość przesadnie nie mógł narzekać.