Znajduje się tylko 100 km od Polski, a dla cyklistów jest rajem. Fantastyczne ścieżki przecinają wyspę równie gęsto jak autostrady Niemcy, a na trasie rowerzysta jest królem, nie wrogiem. Witajcie na Bornholmie.


„Pogoda trochę rozleniwia, a nie ma się gdzie spieszyć. Po raz kolejny zaskakuje nas ten rowerowy raj. Trasy rowerowe nie dość że pięknie położone i dobrze oznakowane, to jeszcze równe i bardzo starannie utrzymane. Można pozazdrościć” – to tylko jeden z wielu blogowych zachwytów nad duńską wyspą.

Można okrążyć ją w jeden dzień, bo to ledwie 100 km. To jednak nie maraton, który trzeba pokonać, ale spacer cudowną okolicą, w której należy zajrzeć pod każdy kamień. Bo jak poczuć klimat duńskiej wyspy nie rozkładając się na bajecznej plaży z wędzonym śledziem i winem truskawkowym? Na Bornholmie nie trzeba też nerwowo czekać na autobus lub wypożyczać samochodu. Tu rządzą rowerzyści.

Na wyspę można dopłynąć m.in. ze Świnoujścia i Kołobrzegu, a rejs trwa kilka godzin. Sił specjalnie oszczędzać nie trzeba, bo jeśli planujemy rozkoszować się wyspą, a nie tylko ją zaliczyć, to czas na odpoczynek się znajdzie.

Niektórzy miłośnicy dwóch kółek na Bornholmie spędzają nawet kilkanaście dni. Nie jeżdżą tylko wokół, ale zapuszczają się w głąb. Zgubić się nie da, bo oznaczenia dla rowerzystów są nie gorsze niż dla samochodów. Cykliści poruszają się jednak swoimi ścieżkami, z dala od ruchu. Przy budowie dróg wykorzystano dawne torowiska kolei wąskotorowej i łącznie wyspa ma ich ponad 200 km. Ze zdecydowaną większością poradzą sobie amatorzy.

Jadąc jedną stroną wyspy podziwiamy morze i skały, drugą miasteczka, a środek jest lesisty. Można zwiedzać latarnie, wiatraki, zamki, wodospady czy klify morskie. Można też wstąpić do huty szkła, muzeum, parku wodnego czy lokalnego browaru lub ponurkować, połowić ryb i zagrać w golfa. Po prostu zostawiamy rower (niektórzy nawet go nie zapinają) i korzystamy dowoli z bogactw Bornholmu.

Rower i pełny sprzęt da się wypożyczyć na miejscu, ale też przetransportować promem. Nie ma się też co obawiać awarii, bo na wyspie jest wiele serwisów. Poza tym po Bornholmie jeżdżą autobusy, którymi można przetransportować rower. Na trasie nie zapomniano także o toaletach: czystych, z ciepłą wodą, mydłem i papierowymi ręcznikami.
W sezonie bardziej komfortowe miejsca zakwaterowania lepiej zarezerwować, ale na wyspie pełno jest pól namiotowych. Na przykład takich: „Poranek na farmie Lile Sursenkegard to słońce, soczyste śliwki obok namiotu a w oddali świst łopat pobliskich wiatraków” – opisuje jeden z blogerów.

Niektórzy Bornholm nazywają Danią w pigułce, inni Skandynawią, a jeszcze inni Majorką Północy. „Ale toż to nawet cała Europa” – nie ma wątpliwości jeden z rowerzystów.