Podróżowanie przez Indie i Pakistan może być męczące nawet dla zwykłych turystów. Jeśli decydujecie się na zabranie ze sobą obwoźnego kina, nie w samochodzie, a na trójkołowcu, to macie zagwarantowane dwie rzeczy: nie będziecie się nudzić i nie będziecie mieć czasu na odpoczynek. Jan Turnovec i Ondrej Kaspar mogą powiedzieć wiele na ten temat.

Podróżują z Peszawaru w Pakistanie do Kalkuty na rowerze i „towarowej” rikszy od trzech miesięcy. Ich trasa biegnie wzdłuż starożytnej drogi handlowej (Grand Trunk Road), łączącej Kabul ze wspomnianą Kalkutą. Jeśli to tylko możliwe, rozpakowują swoje obwoźne kino i organizują projekcje bajek dla małych dzieci lub filmowych hitów, rodem z Bollywood, dla dorosłych.

image

Zakurzone drogi, klaksony ciężarówek, mgła, zimno i deszcz – to ich codzienność. Pośladki przyklejają się do siodełek, szybkość jest ograniczana przez stan drogi oraz brak sił. Wszędzie muszą radzić sobie z problemami technicznymi, ale też z zainteresowaniem mieszkańców mijanych regionów. Ta ekspedycja to nie wakacje, to raczej intensywny wstęp do tajemniczego, azjatyckiego świata.

image

Po trzech miesiącach wjechali z Pakistanu do Indii, po setkach kilometrów w siodełku i kilkudziesięciu projekcjach dla tysięcy szczęśliwych widzów. Początkowo pomysł był znacznie bardziej szlachetny, jednak w zderzeniu z rzeczywistością wszystko nieco się zmieniło: „Kino nie jest wielką atrakcją dla dzieci, żyjących w chatkach z plastikowych worków, wyposażonych w masywne satelity z setkami kanałów i z nowymi iPhone’ami w kieszeniach.”

Nie ma innego wyjścia, jak zaadoptować się do lokalnych warunków, wybrać dobre miejsce, dobry film i otworzyć serce. „Pedałujemy, pocąc się niemiłosiernie lub – dla odmiany – odmrażamy sobie palce gdy temperatura wynosi zaledwie 8°C. O czwartej po południu zaczynamy szukać miejsc, gdzie spotykają się dzieci. Idealnie, jeśli w pobliżu jest płaska ściana. Miejsce musi być zresztą osiągalne dla naszej rikszy, przez co niektóre – teoretycznie -idealne punkty przestają się nadawać” – mówią podróżnicy.

image

Po 2500 kilometrów osiągnęli swoją pierwotną metę, Puri. Wyglądali gorzej niż źle, jednak nie mieli wątpliwości: to lepsze niż utknąć gdzieś w Europie Środkowej.

image

Jedyne co im więc pozostało to droga do Wanarasi i podróż powrotna do domu. Obaj nie chcą nawet słyszeć o porzuceniu swojej wysłużonej rikszy, organizują więc fundusze na transport do Europy. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj: www.roadcinema.com.