Jeśli kiedykolwiek jechałeś w zimowym błocie pośniegowym albo ścigałeś się w cyclocrossie po ulewie, dobrze wiesz, że błoto zawsze znajdzie drogę – dostanie się i do napędu, i do okularów, a nawet do środka Twoich rękawiczek. U zawodników, którzy świetnie radzą sobie w takich warunkach, od razu można spostrzec pewną wspólną cechę: daszki ich kasków są większe, a błotniki rowerów sięgają niemal do ziemi. To nie kwestia mody – odpowiednia ochrona przed błotem naprawdę ma znaczenie.
Czyste oczy to szybka jazda
Najważniejsze, co daje większy daszek, to ochrona czystego pola widzenia – a tego nie możesz stracić. Gdy oczy zalewa strumień błota, nie chodzi tylko o to, że mrugasz – chodzi też o Twoje zawahanie. Co prawda trwa ono ułamek sekundy, ale płacisz za nie spadkiem prędkości i utratą pełnej kontroli. Większy daszek odsuwa linię rozbryzgu dalej od twarzy – ogranicza liczbę kropli, które trafiają tuż nad okulary lub gogle. Szkła pozostają czystsze przez dłuższy czas, więc rzadziej musisz je wycierać w trakcie jazdy i możesz pewnie trzymać się trasy przejazdu. Na zjazdach możliwość opuszczenia głowy bez patrzenia prosto w strumień piachu to ogromna przewaga — zwłaszcza gdy czyhają na Ciebie korzenie i koleiny gotowe ukarać każdy błąd.
Błotniki chronią nie tylko ubranie
Błotniki nie służą do tego, żebyś dobrze prezentował się na mecie. Ich zadaniem jest utrzymać w dobrej kondycji i Ciebie, i Twój rower. Dłuższy przedni błotnik chroni koronę widelca i łożyska sterów przed stałym natryskiem błota i drobinek piasku. Wydłużony tylny błotnik zatrzymuje natomiast strumień błota, zanim zaleje plecy i wychłodzi mięśnie. Jeszcze ważniejsze jest to, że oba błotniki ograniczają ilość zanieczyszczeń i kamieni, które bombardują łańcuch, kasetę i przerzutkę. Po godzinie w deszczu może to oznaczać różnicę między płynną zmianą biegów na ostatnim okrążeniu a napędem mielącym błotną papkę.
Nie tylko blokują, ale też kierują strumieniem błota
Dobrze zaprojektowane daszki i błotniki nie tylko zatrzymują błoto – one ukierunkowują jego przepływ. Najlepsze daszki mają wyraźnie zarysowaną krawędź, która odrzuca krople do przodu zamiast pozwalać im zawijać się z powrotem pod spód. Podobnie delikatnie rozchylony koniec błotnika kieruje strumień niżej, prosto na ziemię (zamiast na Twoje nogi). Zawodnicy z żyłką majsterkowicza często wydłużają standardowe błotniki samodzielnie – pasek neoprenu lub kawałek butelki PET przyczepiony trytytkami potrafi uratować wyścig w naprawdę paskudnych warunkach.
Mit dodatkowej masy
Niektórzy rowerzyści martwią się, że większe osłony to zbędna masa. Liczby mówią jednak co innego: wydłużony daszek waży zaledwie 20–30 gramów, a komplet błotników z pełnym pokryciem rzadko przekracza 200 gramów. W zamian zyskujesz czystą widoczność, płynnie działający napęd i energię skupioną na jeździe, a nie na walce z błotem.
Mniej stresu i więcej siły na mecie
Korzyści odczuwają nie tylko zawodnicy. Jeśli wspiera Cię ekipa w boksie, czystszy rower to mniej czasu na myjce i mniej niespodzianek technicznych. A jeśli jedziesz bez zapasowego roweru, ta dodatkowa ochrona może zdecydować, czy skończysz wyścig w pełni sił, czy też do mety dopchasz zajechany błotem napęd.
Sprawa jest prosta: większe daszki i błotniki to nie kwestia wyglądu, ale przetrwania w błocie. Chronią wzrok, sprzęt i ciało – czyli wszystko, co naprawdę liczy się na trasie. Gdy tor zamienia się w błotnistą breję, właśnie ich potrzebujesz najbardziej.
O czym zawodowiec powinien wiedzieć?
- Ustaw daszek nieco niżej niż zwykle, by ograniczyć szczelinę, przez którą przebija się strumień błota.
- W ekstremalnych warunkach dodaj elastyczne przedłużenie błotnika.Miej w kieszeni ściereczkę, by w razie potrzeby szybko przetrzeć okulary w trakcie jazdy.




