8 powodów, dla których zimą coraz więcej kolarzy wybiera gravelowe wyjazdy
Jest taki moment, który zna każdy, kto jeździ zimą: powoli narastające poczucie monotonii. Te same trasy, ta sama ciemność, to samo zimno wdzierające się przez ochraniacze butów. Zima potrafi sprawić, że nawet najbardziej oddany kolarz zaczyna fantazjować o czymś innym – o czymkolwiek innym. Dla coraz większej liczby osób tym czymś jest gravel. Gravelowe wyjazdy nie są niczym nowym, ale zimowy apetyt na nie gwałtownie rośnie. Być może chodzi o wizję wolniejszego tempa i skąpanych w słońcu szutrowych dróg gdzieś na południe, a może o specyficzną, otwartą atmosferę społeczności, którą gravel przyciąga niemal naturalnie? Niewykluczone, że odpowiedź jest jeszcze prostsza: jazda gravelowa oferuje idealne połączenie przygody, wyzwania i swobody – to skuteczne antidotum na oblodzone drogi rowerowe i czterogodzinne sesje na trenażerze. Powodów, dla których gravel staje się zimową opcją dla dobrego samopoczucia, jest naprawdę sporo. Niżej przedstawiam osiem z nich. Gravelowekierunki idealnie pasują do zimowego nastroju Popularne trasy szosowe potrafią zimą sprawiać wrażenie miejsc o podwyższonym obłożeniu. Wszyscy próbują maksymalnie wykorzystać ograniczony czas w cieplejszych temperaturach, więc trafiasz na szybkich zawodników, długie podjazdy i wszechobecne wpatrywanie się w waty. Obozy gravelowe działają zupełnie inaczej. Tam dominuje filozofia „jedź, jak chcesz, i ciesz się tym, co widzisz”. Trasy są elastyczne, oczekiwania – mniejsze, a energia skupia się bardziej na dobrej zabawie niż na wynikach. Zmęczeni zimą kolarze ciągną do miejsc, w których można wreszcie odetchnąć: na falujące pistas w interiorze Majorki, na wulkaniczne szutry Wysp Kanaryjskich czy na zakurzone, pomarańczowe jak dywan drogi południowej Portugalii. To miejsca ciepłe, ale nie upalne; pełne wrażeń, lecz nienarzucające presji, i towarzyskie – bez wyścigowej intensywności. Toidealny sezon na wolniejsze kilometry Zima to czas budowania bazy – gravel jest do tego wręcz stworzony. Długie, równe jazdy, które płyną, zamiast gwałtownie windować tętno, możliwość jazdy obok siebie i rozmowy, a przy tym teren na tyle urozmaicony, by było ciekawie, ale bez konieczności nieustannej koncentracji. Kilometry gravelowe dają satysfakcję, jakiej zimowa jazda szosowa nie dorównuje. Jedziesz przez krajobrazy, które sprawiają wrażenie żywych – gaje oliwne, lasy korkowe, nadmorskie klify – a zmienność nawierzchni angażuje nogi, ale ich nie zamęcza. To budowanie formy w atmosferze dobrej zabawy, czyli dokładnie to, czego wielu kolarzy szuka po sezonie. Jesttowarzysko… ale nie (aż tak) rywalizacyjnie Zapytaj kogokolwiek, kto był na zimowym obozie gravelowym, a prawdopodobnie usłyszysz coś w stylu: „Wszyscyśmy się tam świetnie bawili”. Gravel przyciąga kolarzy, którzy wciąż lubią dać z siebie więcej, ale nie są niewolnikami cyferek – i ta energia przenika całe doświadczenie. Grupy są zazwyczaj mieszane pod względem poziomu, i nikomu to nie przeszkadza. Jeśli zima to moment, w którym kolarstwo zaczyna wydawać się samotne albo pozbawione radości, gravelowe wyjazdy są idealnym antidotum. …



