To niebezpiecznie, zabronione i drogie. Za trzymanie telefonu w dłoni podczas jazdy na rowerze grozi mandat, ale przede wszystkim niebezpieczeństwo. Jak więc najwygodniej korzystać z aparatu podczas wycieczki czy wyprawy?

SMS, Facebook, Instagram, Twitter, połączenie, alarm, przypomnienie, a dla rowerzystów również nawigacja czy licznik – telefon stał się nieodłącznym towarzyszem naszego życia. Korzystanie z niego na rowerze może być jednak skomplikowane, ale są sposoby, by je sobie ułatwić.

200 zł za wątpliwą przyjemność

Zacznijmy od tego, że korzystanie z telefonu trzymanego w ręce w trakcie jazdy na rowerze jest zabronione i karane mandatem w wysokości 200 zł. Jeśli chcesz porozmawiać, musisz albo zjechać z drogi i zatrzymać się, albo używać np. słuchawek.

Jazda z telefonem jest niebezpieczna, bo nie tylko dekoncentrujemy się, ale również mamy mniejszą stabilność, możliwości manewru kierownicą, sygnalizowania skrętu, a także dostęp do obu klamek hamulcowych.

Do tego w ruchu miejskim każda sekunda uwagi jest na wagę złota. „Większość nie zdaje sobie sprawy, że samochód jadący z dozwoloną w terenie zabudowanym prędkością 50 km/h, w ciągu sekundy zbliża się o ponad 16,5 metra, czyli więcej niż mierzy solidny, pięciopiętrowy blok mieszkalny” – informuje policja.

Dlatego podstawowym akcesorium do rozmowy przez telefon są słuchawki. Mogą być one połączone z aparatem za pomocą kabla lub przez bluetooth. Drugie rozwiązanie jest na ogół droższe, ale też korzystniejsze, ponieważ przewód nie przeszkadza w trakcie jazdy. Poza tym łatwiej na co dzień nosić w kieszeni samą słuchawkę niż słuchawkę z przewodem, który lubi się zaplątać.

Jest też trzecie rozwiązanie, ale nieszczególnie polecane, czyli korzystanie z zestawu głośnomówiącego. Rozmowa wówczas jest bowiem słaba jakościowo, a wpływ na to ma np. szum wiatru.

Słuchawki już mamy. Co z uchwytem?

Oprócz słuchawek, warto również wyposażyć się w specjalny uchwyt na rower, dzięki któremu podczas jazdy nie będziemy musieli sięgać po aparat do kieszeni (co odrywa uwagę i grozi przewróceniem), a zamiast tego cały czas będziemy mieli telefon przed oczami, co szczególnie sprawdza się podczas korzystania z nawigacji lub licznika.

Podczas wybierania uchwytu należy zastanowić się, w jakich warunkach będziemy go używali. Wielbiciele jazdy bez ograniczeń na pewno woleliby np. uchwyt z opcją wodoodporności, ale już zwolennikom niedzielnych wycieczek z dziećmi nie będzie na tym specjalnie zależało.

Uchwyt powinien solidnie trzymać się na rowerze, by w razie jazdy po wybojach czy wpadnięciu w dziurę, aparat nie znalazł się pod kołami. W tej sytuacji dużo stabilniejsze są uchwyty z montowaną na stałe obejmą niż za pomocą rzepy lub paska.

Niektóre uchwyty mają też możliwość regulacji kąta nachylenia, co przydaje się podczas filmowania, a także w momencie, gdy np. słońcem mocno świeci w wyświetlacz. Trzymaki różnią się także miejscem montażu. Niektóre umieszcza się na kierownicy rowery, a niektóre na mostku.

Jest również trzeci, najbardziej uniwersalny sposób. A mianowicie etui na telefon, które zakłada się na przedramię. Wówczas mamy wolne dłonie i łatwy dostęp do telefonu, poza tym taki sposób pozwala korzystać z aparatu również w trakcie biegania czy spływu kajakowego.

Na które rozwiązanie byśmy się nie zdecydowali, to jednego możemy być pewni – będzie ono dużo bezpieczniejsze niż sięganie po telefon schowany głęboko w kieszeni.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl