Już niedługo w stolicy Australii będzie można jeździć na rowerze bez kasku. Trzeba przyznać, że Minister Bezpieczeństwa Drogowego w Canberze – Shane Rottenbury, wpadł na dość radykalne rozwiązanie. Jak tłumaczy swój pomysł?

Są dowody na to, że noszenie kasków redukuje obrażenia rowerzystów w razie wypadku, ale mamy również dowody na to, że obowiązek noszenia kasków tym samym redukuje  ilość rowerzystów – powiedział dla ABC News.

Rottenbury uważa, że takie zmiana prawa może przynieść korzyści dla Canberry i jej mieszkańców.

Zrobimy badanie, które potrwa przez następne parę lat i pozwoli nam ocenić korzyści. Jeśli okaże się, że mamy wśród mieszkańców więcej rowerzystów, będzie to oznaczać, że, że są bardziej zauważalni dla kierowców. Tym samym drogi są bezpieczniejsze – twierdzi Minister Bezpieczeństwa Drogowego.

To jeszcze nie wszystko. Za tą zmianą idą również inne: podniesienie mandatów dla kierowców, którzy zostali przyłapani na używaniu telefonu komórkowego podczas jazdy, zwiększenie obszarów z limitem prędkości do 40 km/h i obniżenie punktów karnych za przewinienia.

Być może pomysł z wycofaniem obowiązku noszenia kasków podczas jazdy może wydawać się dziwny, ale istnieje ekspert, który poparł plany Rattenbury’ego. Gordon Waddington, profesor wychowania fizycznego na Uniwersytecie w Canberze twierdzi, że jest jeszcze jeden powód, dla którego pomysł na nienoszenie kasków jest dobry, a jednak nikt o nim nie wspomina. Otóż noszenie kasków sprawia, że rowerzyści czują się pewniejsi i paradoksalnie dzięki dodatkowemu zabezpieczeniu jeżdżą mniej bezpiecznie.

Patrząc na wyniki badań nie można stwierdzić, że wzrost ilości osób noszących kaski powoduje wzrost bezpieczeństwo rowerzystów. Ich obrażenia po wypadkach są mniejsze, ale częstość wypadków nie maleje – mówi Waddington.

A Wy jak myślicie? Czy jazda na rowerze bez kasku może być bezpieczna?

(źródło zdjęć: welovecycling.com)