Plaster szynki, łyk wina i świeża bagietka – po takim śniadaniu siadali na rowerze i walczyli o zwycięstwo. Tak było w dawnych czasach. Dziś kolarska dieta pełna jest ograniczeń, a łatwiej wymienić te rzeczy, których zawodnik powinien unikać.

(Alberto Contador gryzie batonik energetyczny podczas 13 etapu Tour de France 2010. Źródło: Profimedia.cz)

image

(Liderzy ochładzają się podczas 12 etapu Tour de France w 1961. Źródło: Profimedia.cz)

Maurice Garin stał się wielką gwiazdą po pierwszym zwycięstwie w Tour de France. Kiedy minęła pierwsza euforia udało mu się jednak coś niesłychanego – jako zwycięzca wynegocjował darmowe jedzenie i napoje po każdym etapie. Ustalenia miały zostać wprowadzone w życie już w kolejnym wyścigu. „Z pewnością nie chcecie, aby gwiazdy wyścigu głodowały” tłumaczył wówczas Garin. Niestety, nowe warunki nie dotyczyły wszystkich kolarzy. Znana jest historia Julesa Deloffre, który po każdym etapie musiał wykonywać sztuczki na rowerze, aby zarobić na jedzenie i picie.

Zatrzymać się w barze, wypić coś, zjeść kanapkę i złapać troche oddechu, a potem znów na trasę – taka była recepta na sukces innej gwiazdy “Wielkiej Pętli”, Francoisa Fabera. Celebrowanie zwycięstwa z papierosem w ustach to z kolei znak rozpoznawczy Gastona Nenciniego, mistrza z 1960 roku. Faworyt wyścigu w 1964 roku, Jacques Anquetil, zamiast odpoczywać w dniu przerwy postanowił wybrać się na mocno zakrapianą imprezę. To również znak minionych czasów. Oczekiwano, że kolarze będą nadludźmi, a tymczasem zawsze okazywało się, że są tylko ludźmi, a nie maszynami. Jak jest dziś?

Według badań przeciętny człowiek potrzebuje około 1500 kalorii dziennie. Kolarz w trakcie wyścigu musi ich przyjąć przynajmniej 4500 więcej, czyli w sumie aż 6000 kalorii na dzień! To równowartość około trzech kilogramów czerwonego mięsa.

W XXI wieku dzień kolarza rozpoczyna solidne śniadanie, jedzone co najmniej trzy godziny przed wyścigiem. Poranny posiłek składa się głównie ze zbóż, kaszy i ryżu oraz produktów wysokokalorycznych. Godzinę później przychodzi czas na węglowodany, których specyfika powoduje, że uwalniają energię powoli, tak aby kolarz był gotów na pierwsze kilometry. Zwykle węglowodany przyjmowane są w postaci okropnie wyglądających koktajli.

Prawdziwie kosmicznie robi się już po starcie. Wtedy w ruch idą najróżniejsze żele energetyczne, batony i koktajle. Wszystko to, ma na celu “doładowanie” kolarza, a „potrawy” w trakcie wyścigu przypominają raczej wojskowe racje żywnościowe niż menu kolarzy z zamierzchłych lat.

image

(Alejandro Valverde je banana podczas 18 etapu Tour de France 2013.)

Linia mety to zresztą nie koniec reżimu żywieniowego najlepszych kolarzy. Kilka sekund po zakończeniu etapu piją litry wody, aby zapobiec odwodnieniu organizmu. Posiłek po wyścigu różni się od poprzednich o tyle, że zwykle bywa znacznie smaczniejszy. Jedyną zasadą jest równowaga składników: 40% węglowodanów, 30% białka i 30% tłuszczu.

Bezpowrotnie minęły czasy, kiedy kolarzy częstuje się lemoniadą w upalne dni, bądź rozgrzewa rumem na ulewnych, deszczowych odcinkach górskich. Na Tour de France gastronomia ustąpiła pola nauce.