• POL

8 powodów, dla których zimą coraz więcej kolarzy wybiera gravelowe wyjazdy

Autor: Megan Flottorp

Jest taki moment, który zna każdy, kto jeździ zimą: powoli narastające poczucie monotonii. Te same trasy, ta sama ciemność, to samo zimno wdzierające się przez ochraniacze butów. Zima potrafi sprawić, że nawet najbardziej oddany kolarz zaczyna fantazjować o czymś innym – o czymkolwiek innym. Dla coraz większej liczby osób tym czymś jest gravel. 

Gravelowe wyjazdy nie są niczym nowym, ale zimowy apetyt na nie gwałtownie rośnie. Być może chodzi o wizję wolniejszego tempa i skąpanych w słońcu szutrowych dróg gdzieś na południe, a może o specyficzną, otwartą atmosferę społeczności, którą gravel przyciąga niemal naturalnie? Niewykluczone, że odpowiedź jest jeszcze prostsza: jazda gravelowa oferuje idealne połączenie przygody, wyzwania i swobody – to skuteczne antidotum na oblodzone drogi rowerowe i czterogodzinne sesje na trenażerze. 

Powodów, dla których gravel staje się zimową opcją dla dobrego samopoczucia, jest naprawdę sporo. Niżej przedstawiam osiem z nich. 

  1. Gravelowekierunki idealnie pasują do zimowego nastroju 

Popularne trasy szosowe potrafią zimą sprawiać wrażenie miejsc o podwyższonym obłożeniu. Wszyscy próbują maksymalnie wykorzystać ograniczony czas w cieplejszych temperaturach, więc trafiasz na szybkich zawodników, długie podjazdy i wszechobecne wpatrywanie się w waty. Obozy gravelowe działają zupełnie inaczej. Tam dominuje filozofia „jedź, jak chcesz, i ciesz się tym, co widzisz”. Trasy są elastyczne, oczekiwania – mniejsze, a energia skupia się bardziej na dobrej zabawie niż na wynikach. 

Zmęczeni zimą kolarze ciągną do miejsc, w których można wreszcie odetchnąć: na falujące pistas w interiorze Majorki, na wulkaniczne szutry Wysp Kanaryjskich czy na zakurzone, pomarańczowe jak dywan drogi południowej Portugalii. To miejsca ciepłe, ale nie upalne; pełne wrażeń, lecz nienarzucające presji, i towarzyskie  bez wyścigowej intensywności. 

  1. Toidealny sezon na wolniejsze kilometry 

Zima to czas budowania bazy – gravel jest do tego wręcz stworzony. Długie, równe jazdy, które płyną, zamiast gwałtownie windować tętno, możliwość jazdy obok siebie i rozmowy, a przy tym teren na tyle urozmaicony, by było ciekawie, ale bez konieczności nieustannej koncentracji. 

Kilometry gravelowe dają satysfakcję, jakiej zimowa jazda szosowa nie dorównujeJedziesz przez krajobrazy, które sprawiają wrażenie żywych  gaje oliwne, lasy korkowe, nadmorskie klify  a zmienność nawierzchni angażuje nogi, ale ich nie zamęcza. To budowanie formy w atmosferze dobrej zabawy, czyli dokładnie to, czego wielu kolarzy szuka po sezonie. 

  1. Jesttowarzysko… ale nie (aż tak) rywalizacyjnie 

Zapytaj kogokolwiek, kto był na zimowym obozie gravelowym, a prawdopodobnie usłyszysz coś w stylu: „Wszyscyśmy się tam świetnie bawili”. Gravel przyciąga kolarzy, którzy wciąż lubią dać z siebie więcej, ale nie są niewolnikami cyferek  i ta energia przenika całe doświadczenie. 

Grupy są zazwyczaj mieszane pod względem poziomu, i nikomu to nie przeszkadza. Jeśli zima to moment, w którym kolarstwo zaczyna wydawać się samotne albo pozbawione radości, gravelowe wyjazdy są idealnym antidotum. 

  1. Szczytowa forma? Nie ma takiej potrzeby

Jedną z największych barier przed zimowymi obozami szosowymi jest strach, że nie jest się wystarczająco wytrenowanym. Gravel zdejmuje tę presję. Możesz przyjechać niedotrenowany, przetrenowany albo po prostu zmęczony  a jazdy i tak będą przyjemne. 

Piękno gravelowego terenu polega na tym, że nagradza ciekawość bardziej niż waty. Możesz podziwiać okoliczności przyrody, zatrzymać się i zrobić kilka zdjęć albo zmienić trasę bez stresu o ruch samochodowy czy tempo grupy. Co więcej, awarie i wpadki techniczne na gravelu dziwnym trafem stają się zabawne  kapcie i nieudane zmiany biegów zamieniają się w anegdoty, a nie w źródło frustracji. 

[Gravelowe wyjazdy nie są niczym nowym, ale zimowy apetyt na nie gwałtownie rośnie]
  1. Gravelto świetny sposób na odbudowanie motywacji 

Jest coś w jeździe po nowych nawierzchniach i w nowych miejscach, co zachwyca i odświeża głowę. Wielu kolarzy wraca z zimowego gravelowego wyjazdu z poczuciem, że przypomnieli sobie, za co w ogóle pokochali kolarstwo. Rytm opon na szutrze, cisza, dzika przyroda, prostota  gravel zapewnia pauzę od rutyny i reset przed rozpoczęciem wiosennych treningów. 

Skoro zatem presja wyników jest tu znacznie mniejsza, motywacja odbudowuje się naturalnie. Wracasz z chęcią do jazdy  a nie z poczuciem, że powinieneś jeździć. 

  1. Wypad nagravel jest łatwiejszy i tańszy 

Gravelowe trasy zwykle znajdują się w mniejszych miejscowościach, gdzie koszty są niższe niż w topowych centrach kolarstwa szosowego. Nie walczysz o miejsce na Alpe d’Huez ani nie stoisz w kolejce po kawę za czterema ekipami pro. Zamiast tego odkrywasz bardziej autentyczne miejsca: wiejskie piekarnie, puste drogi wśród pól, rodzinne pensjonaty i lokalne wino do kolacji. 

To wszystko ułatwia planowanie: mniej tłumów, większa dostępność i trasy, które zaczynają się tuż-tuż, a nie po 40-minutowym transferze. 

  1. Połączenie przygody i komfortu

Niektórzy kolarze marzą o pełnoprawnej wyprawie bikepackingowej, inni wolą gładki asfalt i basen po ukończeniu trasy. Gravel plasuje się idealnie w środku tego spektrum. Dostajesz przygodę  kurz, widoki, drogę prawie w nieznane – a jednocześnie wracasz na ciepły prysznic i porządny posiłek. 

Zimowe wyjazdy gravelowe często oferują też opcjonalne zajęcia dodatkowe: sesje techniki jazdy, warsztaty serwisowe czy jogę dla kolarzy. 

  1. Graveljest po prostu… fajny 

Gravelowe wyjazdy przeżywają boom z jednego prostego powodu: są naprawdę, naprawdę fajne. Jest więcej śmiechu i mniej stresu – a do tego jeździsz w miejscach, których nigdy nie zobaczysz z asfaltu. Zima przestaje być czymś, co trzeba przetrwać  staje się porą roku, na którą się czeka. 

Dokąd kolarze wybierają się tej zimy 

Jeśli chcesz wyjrzeć poza klasyczne szosowe trasy, oto miejsca warte uwagi: 

Alentejo, Portugalia 

Prawdziwy gravelowy raj: niekończące się falujące drogi szutrowe, bydło, ciche wioski, błękitne niebo, lasy korkowe i zero tłumów. Tańsze niż Algarve i znacznie bardziej autentyczne. 

Fuerteventura, Wyspy Kanaryjskie 

Gdy szosowcy tłumnie jadą na Teneryfę i Gran Canarię, gravelowcy po cichu wybierają Fuerteventurę. Wulkaniczne trakty, pustynne równiny i nadmorskie szutry zapewniają klimat typu mini Baja California. 

Południowa Hiszpania (Cádiz, interior Málagi, Sierra de Grazalema) 

Odpuść sobie Calpe. Tutaj znajdziesz białe miasteczka, leśne drogi, stare rzymskie trakty i rosnącą kulturę gravelową. Zimowe słońce (niemal) gwarantowane. 

Apulia i Basilicata, Włochy 

Gładkie drogi polne, gaje oliwne, kamienne murki i to przepiękne południowe światło! Znacznie mniej przewyższeń niż w Toskanii i lepsza pogoda zimą. 

Cypr (Troodos i Akamas) 

Cicho, ciepło i dzikie, nierówne drogi gruntowe. Połączenie górskiego i nadmorskiego gravelu jest bezkonkurencyjne. Do tego loty – można trafić na niedrogie bilety. 

Kreta (Grecja) 

Rzadko brana pod uwagę przez szosowców, a przecież ma jedne z najlepszych szutrów w Europie: wysokie płaskowyże, głębokie doliny, małe wioski na kawę i mnóstwo słońca. Idealna na budowanie bazy. 

Maroko (przedgórze Atlasu i okolice Agadiru) 

Dla tych, którzy chcą więcej przygód, ale bez przesadnego bikepackingu. Gładkie szutry, zielone doliny, spektakularne krajobrazy i bogata kultura. Wiele europejskich obozów gravelowych zimuje właśnie tutaj. 

Madera (Portugalia) 

Nie dla początkujących – rozległe tereny, imponujące widoki, wymagające podjazdy. Bardziej quasi-gravel, ale absolutnie niezapomniana eskapada, jeśli szukasz wyzwania. 

To powiedziawszy, czas na wniosek: niemal każde ciepłe miejsce z gęstą siecią nieutwardzonych dróg to bezpieczny wybór na zimowy gravel.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl