Podziel się:

Jadąc na rowerze, można zobaczyć więcej świata, niż spacerując, ale przy wyższych prędkościach łatwo pominąć drobne szczegóły na poboczu drogi lub te ukryte w naturze. Oto kilka niezwykłych, wzruszających spotkań, z których każde ma szczęśliwe zakończenie.

 

Kot podróżnik

Jazda na rowerze po całym świecie to dla większości z nas niepowtarzalne doświadczenie. Dla byłego spawacza Deana Nicholsona zyskało ono nowy wymiar, gdy uratował chudego zbłąkanego kota o imieniu Nala.

Dean miał szczęście, poznając Nalę, i wkrótce potem historia kota, który zakochał się w kolarzu, zyskała ogromną popularność. Nie mogę się powstrzymać od zerknięcia teraz na mojego pupila w ogrodzie i sądzę, że byłby przerażony, gdybym próbował go wsadzić na rower, ale Dean i Nala najwyraźniej byli sobie pisani.

 

Uroczy kotek

Dean nie był pierwszym rowerzystą, który znalazł na drodze kocie towarzystwo. W 2017 roku Viitor Fonseca zauważył osieroconego kotka na poboczu drogi, którą właśnie jechał, więc wziął go ze sobą i schował go za pazuchę. Kociak nie miał nic przeciwko temu, a Fonsece zajęło tylko chwilę, żeby dać mu mnóstwo całusów. Odpowiadając na pytanie, czy rowerzyści powinni ratować zwierzęta, wystarczy spojrzeć na twarz Viitora.

Typowy rowerzysta uwielbia jazdę jeszcze bardziej, kiedy może się nią z kimś dzielić. Nawet jeśli ten ktoś nie jest tego samego gatunku co on.

 

Osamotniony szczeniak

Z dala od głównych dróg, w Sierra de Pias w północnej Portugalii, grupa rowerzystów górskich znalazła wychudzonego psa. Ostrzegam, że teraz będzie wzruszająco.

Jeśli zastanawiasz się, co wydarzyło się dalej, spieszę z odpowiedzią. Pies zabrał trochę jedzenia i uciekł, ale rowerzyści wrócili następnego dnia i przekonali się, że zwierzak uznał, że w jego interesie jest również tam wrócić. Lokalna straż pożarna zabrała go ze sobą i został adoptowany przez życzliwą osobę, która wolała pozostać anonimowa.

 

Pies ratuje rowerzystę

My, rowerzyści, staramy się oczywiście unikać wypadków, ale czasami potrzebujemy trochę adrenaliny. Wielu z nas lubi jeździć na długie przejażdżki i wypoczywać w dziczy, a wtedy nietrudno o niefortunne zdarzenia. I tak właśnie było w przypadku 40-letniego rowerzysty z Rumunii.

Kiedy go znaleziono, miał złamaną rękę i łagodną hipotermię. Gdyby nie pies, który wyszedł z lasu i spędził przy nim noc, nie byłoby go dzisiaj wśród żywych.

Ci, którzy znaleźli rowerzystę, opatrzyli go, zabezpieczyli jego Bianchi, a psa nazwali Wybawca. W ciągu kilku dni rodzina postanowiła go odszukać i zapewnić wygodną emeryturę. W końcu Wybawca spędził większość swojego życia, obserwując z góry zbłąkanych rowerzystów.

Karma zawsze wraca – to najlepsze podsumowanie tego artykułu.

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl

Ta strona używa plików cookies

Więcej informacji dotyczących Twoich praw oraz przetwarzania Twoich danych osobowych poprzez pliki cookies znajdziesz w Informacjach dotyczących przetwarzania danych osobowych za pomocą cookies i innych technologii sieciowych. Poniżej możesz wyrazić zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych w celu prowadzenia statystyk i analizy zachowań użytkownika.