Szczęśliwe wydarzenia chodziły parami podczas pierwszego tygodnia Le Tour 2018. Peter Sagan, słowacki mistrz świata, debiutujący na torze Kolumbijczyk Fernando Gaviria oraz Duńczyk Dylan Groenewegen wygrali we trójkę obydwa etapy wyścigu. Dwudziestotrzyletni Gaviria pierwszego dnia podjął się jazdy indywidualnej na czas, podczas której czterokrotny zwycięzca wyścigu, Chris Foome, uległ wypadkowi.

Pochodzący z Kenii Anglik próbuje powtórzyć dwa historyczne kolarskie wyczyny: po pierwsze, być kolejnym zawodnikiem po Włochu Marco Pantani, który w roku 1998 wygrał zarówno Tour, jak i Giro d’Italia. Po drugie zaś – osiągnąć wynik pięciu zwycięstw w Tour, zrównując się z takimi legendami jak Miguel Indurain, Eddy Merckx, Jacques Anquetil oraz Bernard Hinault. Pod koniec pierwszego tygodnia utrzymywał się na 8. miejscu, plasując się 1 minutę i 42 sekundy (1:06) za liderem wyścigu, Gregiem Van Avermaet z Belgii. Van Avermaet objął prowadzenie po 3. etapie, w którym to jego zespół, BMC, wygrał drużynową jazdę na czas, o ledwie 4 sekundy pokonując zespół Froom’a, Team Sky.

Froome miał wypadek po raz kolejny podczas burzliwego 9. etapu w niedzielę, który przeprowadził kolarzy przez 15 zdradzieckich brukowanych fragmentów trasy na odcinku 156,5 km, prowadzącej z Arras Citadelle do Roubaix w północnej Francji. Oprócz niego, dziesiątki innych zawodników także uległo kolizjom  na wąskich, brukowanych uliczkach. Zwycięzca drugiego miejsca z poprzedniego Tour’u, Kolumbijczyk Riboberto Uran, miał z kolei wypadek na 30 kilometrów przed metą  – oddaliło go to o 1 minutę i 28 sekund od pozostałych zawodników. Nadzieja Francji, Romain Bardet, miał nieszczęście przebić aż trzykrotnie opony podczas etapu, co zmusiło go do zdwojenia wysiłków; ostatecznie stracił jedynie 7 sekund.

Ten dramatyczny etap okazał się nieszczęśliwy również dla zachwalanego Richiego Porte z Australii, który na wczesnym odcinku – bo jeszcze przed brukiem – został zabrany przez ambulans po wypadku, w którym złamał obojczyk. ‚Dziewiątka’ okazała się jednakże łaskawa dla Niemca Johna Degenkolb, dla którego był to pierwszy wygrany etap Tour de France; wyprzedził w nim Van’a Avarmaet i innego Belga, Yves’a Lampaert.

„To sama radość”, powiedział Degenkolb po wyścigu. „Pracowałem na to zwycięstwo tak długo… Dużo musiałem przejść.” Uczestnicząc w roku 2016 w Trek-Segafredo został poważnie ranny, gdy zderzył się wraz ze swoimi ówczesnymi członkami zespołu z samochodem podczas jazdy treningowej.

Pierwszy tydzień Tour’u przyniósł niezwykle dużą liczbę wypadków, zmuszając 9 uczestników do wycofania się z wyścigu. Van Avermaet zakończył ten tydzień z żółtą koszulką lidera, wyprzedzając o 43 sekundy Geraint Thoma, oraz będącego na trzecim miejscu Belga Philippe Gilbert o całą dodatkową sekundę. Sytuacja zmieni się zapewne po poniedziałkowym odpoczynku, kiedy pozostałych 167 uczestników wyścigu zmierzy się z pierwszym z trzech niełatwych alpejskich etapów. Ci z niewielkimi szansami na ogólne zwycięstwo będą musieli zadowolić się walką o wygranie etapu; kolarze ubiegający się o tytuł będą ścigać się o każdą sekundę, oszczędzając siły na etap 16. w Pirenejach, 24 lipca.