Mirtha Munoz jest najstarszą zawodniczką, która ukończyła 60-kilometrowy Skyrace. Jego trasa jest kopią cieszącej się złą sławą „Death Road”, najniebezpieczniejszej drogi na świecie, która na przestrzeni lat pochłonęła tysiące istnień ludzkich. Zawodnicy startują w nizinnych dżunglach Boliwii i kończą na ośnieżonych szczytach Andów, wspinając się na wysokość ponad 3300 metrów.
70-latka zaczęła jeździć na rowerze za radą swoich bliskich oraz psychologa, co miało pomóc jej uporać się z rodzinną tragedią. Po niespodziewanej śmierci syna Mirtha Munoz coraz częściej jeździ rowerem, a pokonanie ekstremalnej Skyrace postrzega jako naturalny krok w kierunku rozwijania swojej pasji.
„Psycholog powiedział, że… rower może pomóc mi przejść przez ból i odbudować swoje siły” – powiedziała Reuterowi.
Dla Munoz pokonywanie mgły, zjazdów wśród skał i klifów na „Drodze Śmierci” nie jest jednak wymarzoną ani idealną trasą.
„To pionowa wspinaczka, wciąż w górę i w górę, bez odpoczynku” – przyznała po zakończeniu wyścigu.
Na rowerze woli jeździć w towarzystwie szóstki wnuków. Czapki z głów dla Twojego osiągnięcia, Mirtho, i życzymy Tobie oraz rodzinie wielu szczęśliwych przejażdżek.
Jest taki moment, który zna każdy, kto jeździ zimą: powoli narastające poczucie monotonii. Te same trasy, ta sama ciemność, to samo zimno wdzierające się przez ochraniacze butów. Zima potrafi sprawić, że nawet najbardziej oddany kolarz zaczyna fantazjować o czymś innym – o czymkolwiek innym. Dla coraz większej liczby osób tym czymś jest gravel. Gravelowe wyjazdy nie są niczym nowym, ale zimowy apetyt na nie gwałtownie rośnie. Być może chodzi o wizję wolniejszego tempa i skąpanych w słońcu szutrowych dróg gdzieś na południe, a może o specyficzną, otwartą atmosferę społeczności, którą gravel przyciąga niemal naturalnie? Niewykluczone, że odpowiedź jest jeszcze prostsza: jazda gravelowa oferuje idealne połączenie przygody, wyzwania i swobody – to skuteczne antidotum na oblodzone drogi rowerowe i czterogodzinne sesje na trenażerze. Powodów, dla których gravel staje się zimową opcją dla dobrego samopoczucia, jest naprawdę sporo. Niżej przedstawiam osiem z nich. Gravelowekierunki idealnie pasują do zimowego nastroju Popularne trasy szosowe potrafią zimą sprawiać wrażenie miejsc o podwyższonym obłożeniu. Wszyscy próbują maksymalnie wykorzystać ograniczony czas w cieplejszych temperaturach, więc trafiasz na szybkich zawodników, długie podjazdy i wszechobecne wpatrywanie się w waty. Obozy gravelowe działają zupełnie inaczej. Tam dominuje filozofia „jedź, jak chcesz, i ciesz się tym, co widzisz”. Trasy są elastyczne, oczekiwania – mniejsze, a energia skupia się bardziej na dobrej zabawie niż na wynikach. Zmęczeni zimą kolarze ciągną do miejsc, w których można wreszcie odetchnąć: na falujące pistas w interiorze Majorki, na wulkaniczne szutry Wysp Kanaryjskich czy na zakurzone, pomarańczowe jak dywan drogi południowej Portugalii. To miejsca ciepłe, ale nie upalne; pełne wrażeń, lecz nienarzucające presji, i towarzyskie – bez wyścigowej intensywności. Toidealny sezon na wolniejsze kilometry Zima to czas budowania bazy – gravel jest do tego wręcz stworzony. Długie, równe jazdy, które płyną, zamiast gwałtownie windować tętno, możliwość jazdy obok siebie i rozmowy, a przy tym teren na tyle urozmaicony, by było ciekawie, ale bez konieczności nieustannej koncentracji. Kilometry gravelowe dają satysfakcję, jakiej zimowa jazda szosowa nie dorównuje. Jedziesz przez krajobrazy, które sprawiają wrażenie żywych – gaje oliwne, lasy korkowe, nadmorskie klify – a zmienność nawierzchni angażuje nogi, ale ich nie zamęcza. To budowanie formy w atmosferze dobrej zabawy, czyli dokładnie to, czego wielu kolarzy szuka po sezonie. Jesttowarzysko… ale nie (aż tak) rywalizacyjnie Zapytaj kogokolwiek, kto był na zimowym obozie gravelowym, a prawdopodobnie usłyszysz coś w stylu: „Wszyscyśmy się tam świetnie bawili”. Gravel przyciąga kolarzy, którzy wciąż lubią dać z siebie więcej, ale nie są niewolnikami cyferek – i ta energia przenika całe doświadczenie. Grupy są zazwyczaj mieszane pod względem poziomu, i nikomu to nie przeszkadza. Jeśli zima to moment, w którym kolarstwo zaczyna wydawać się samotne albo pozbawione radości, gravelowe wyjazdy są idealnym antidotum. …
Jeśli kiedykolwiek jechałeś w zimowym błocie pośniegowym albo ścigałeś się w cyclocrossie po ulewie, dobrze wiesz, że błoto zawsze znajdzie drogę – dostanie się i do napędu, i do okularów, a nawet do środka Twoich rękawiczek. U zawodników, którzy świetnie radzą sobie w takich warunkach, od razu można…
Oto pierwsza rzecz, której się uczysz, kierując rower w dół stoku narciarskiego: grawitacji nie obchodzi, do jakiego boga się modlisz. Grawitacja nie dyskutuje ani nie ocenia. Po prostu sprawia, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Gdy tym wiatrem jest nieodpowiednio przygotowany zjazd po ośnieżonym…
Słyszałeś zapewne o takiej fryzurze, ale w świecie kolarstwa górskiego mullet znaczy coś zupełnie innego. Rower z większym kołem z przodu i mniejszym z tyłu coraz częściej pojawia się na szlakach, w wyścigach DH, a nawet wśród rowerów elektrycznych MTB. Co sprawia, że ta konfiguracja…